zapisz się na listę mailową
pomoc
english version

THE COMPLAINER - SAINT TINNITUS IS MY LEADER (2012)

polifonia.blog.polityka.pl

STIML w top 12 za 2012 u Bartka Chacińskiego / Polityka

polifonia.blog.polityka.pl/2013/01/04/plyty-roku-2012-polska/ 


blog.monsieurdelire.com

Wojciech Kucharczyk, leader du groupe Molr Drammaz et mieux connu sous le nom de projet The Complainer. Saint Tinnitus is My Leader est un disque solo de A à Z, sans instruments acoustiques: que des machines et des échantillons. Ça brasse beaucoup, entre une techno industrielle déjantée et du collage sonore presque abstrait – Entre la scène expérimentale berlinoise et les collages de Christopher Penrose, en fait. Étrange, décontenançant, avec probablement assez de bagout pour bien survivre à quelques écoutes. Fait à signaler: ce disque est publié dans une édition luxueuse: coffret cartonné renfermant une kyrielle de petits machins – autographe, photos, imprimés, coupures de journaux, un vrai fourre-tout. [Ci-dessous: Écoutez librement l’album.]
Wojciech Kucharczyk, leader of Molr Drammaz and better known as The Complainer. Saint Tinnitus is My Leader is a solo record from A to Z. No acoustic instruments, only machines and samples. There’s a lot happening in this cross between deconstructed industrial techno and near-abstract sound collage – between the Berlin experimental scene and Christopher Penrose’s collages, actually. Strange, disorienting, and with probably enough gusto to resist to a few listens. Worth noting: this is a deluxe release, with the CD packaged in a cardboard box full of knicknacks – autograph, photos, printed material, press clippings, etc.
[Monsieur Délire] 


cmj.com

THE COMPLAINER ON SILESIA: scene report

http://www.cmj.com/columns/scene-report/complainer-on-silesia-poland/


nowamuzyka.pl

wywiad: http://www.nowamuzyka.pl/2012/05/21/rzadze-w-swoim-krolestwie/


o dominio dos deuses

«Saint Tinnitus Is My Leader» é o álbum mais recente do projecto polaco The Complainer, liderado por Wojciech Kucharczyk, que desde o início do ano já tinha publicado um EP («San Columbus»), um single em colaboração com 8rolek («Wasza Fiesta / Nasza Fiesta») e um outro álbum que complementa esta nova edição («The Saint Tinnitus Gazette»).

No meio de toda esta turbolência editorial, Kucharczyk produz aquele que é, provavelmente, o seu álbum mais intimista e pessoal. Por um lado, porque todo o processo foi conduzido a solo, sem as habituais colaborações que caracterizam os seus trabalhos (com incidência especial quando opera enquanto um membro de The Complainer & The Complainers). Mas, ao mesmo tempo, toda a sonoridade é conduzida no sentido de um mergulho nos recantos mais obscuros da sua emotividade, funcionando como uma espécie de busca interior.

Quando comparado com trabalhos anteriores, «Saint Tinnitus Is My Leader» soa muito mais negro, com o ritmo lento a contrapor-se ao frenezim do passado e as vozes, quase fantasmagóricas, a serem manipulações sintetizadas de pequenos enigmas, que assim ganham uma aura misteriosa e quase impenetrável. Ao mesmo tempo, toda a microscópica parafernália de fragmentos sonoros de electrónica analógica exige uma dedicação extra ao ouvinte para que possa ser integrada num conjunto vasto de deambulações melódicas, que se vão libertando em pequenos golpes de magia negra e ocultismo, como se envoltos num véu opaco e de tonalidades nocturnas. Não por acaso, tinnitus é sinónimo de zumbido.

Ganham forma, assim, canções intensas que, aqui e ali, subtilmente adquirem uma componente dançável, mas que não chegam a deixá-la atingir o zénite das pistas pela carga sombria em que são envolvidas, tanto pela solenidade dramática de alguns teclados enigmáticos, como pela compulsão pesada de linhas de baixo em cisão física fragmentária. Como se a festa se passasse na casa ao lado e apenas a pulsão e os ecos filtrados do entusiasmo fossem capazes de atravessar as paredes.

Há também momentos de abandono ao peso de emoções melancólicas, como se cada fase de solidão fosse imprescindível para encontrar o rumo da celebração, mesmo que em ambiente privado. Um uivo angustiado de uma presença ausente.

Daqui resulta um disco que é uma espécie de composto explosivo latente, que se encontra na eminência de detonar em todas as direcções, mas que The Complainerconsegue controlar de um modo perfeito, prevalecendo uma espécie de ameaça que marca profundamente a capacidade dramática da narrativa assim construída mas cujo desenlace, ao ser ludibriado, permanece eternamente como uma brilhante promessa ao virar da próxima curva. O que mantém todos os sentidos em alerta e faz de «Saint Tinnitus Is My Leader» um disco viral, mais dominador a cada nova rotação, e um estranho magma de inquietude e desejo, que através dos sons visa interrogar e atingir o núcleo emocional da existência humana.

[Pedro Portela] 


niezalcodzienny.pl

Z kolekcjonowania fizycznych nośników zrezygnowałem już dawno temu, ale muszę powiedzieć, że dreszczyk podekscytowania przy otwieraniu albumu Complainera poczułem. Saint Tinnitus Is My Leader wydany jest w formie kartonowego pudełka, w którym znajdują się rozmaite skarby – numerki, mapopodobne wydruki, wycinki z gazet, zdjęcia… Jest to forma czegoś na kształt boksu wspomnień i tak jak przyzwyczaiłem się do odbierania albumów we względnej próżni, tak tutaj pozamuzyczne elementy nie dały mi spokoju przez te kilka dni obcowania z materiałem. Otoczka narzuciła pewne elementy i kazała dostrzegać poruszony na zeszłorocznym Unsoundzie problem pamięci. Retro-, haunto-, memora-…
Muzyka zawarta na krążku nie będzie wydawać wam się obca, bo z syntezatorami obcujemy na co dzień. Im dalej w las, tym jednak album staje się coraz bardziej nieprzystępny i abstrakcyjny. Początek zwiastuje popowe spektrum elektronicznych eksperymentów, ale po wypowiedzianym kilka razy „before I die” następuje zalew rozmaitych reminiscencji – czasem bardziej transowych, czasem stawiających raczej na przestrzeń, z każdą minutą jednak wzmaga się poczucie, że utwory są coraz bardziej dalekie, opuszczone. Ludzkie wokale zastąpione zostają komputerem, a kiedy wchodzi wysamplowany z radia czy też telewizji dialog przecięty zupełnie inną ścieżką instrumentalną, już wiem, że nastąpiło zupełne przemieszanie wątków, a moja uwaga rozpływa się między pulsującymi dźwiękami walczącymi o jej sekundy. Przemierzając ten gąszcz można na chwilę wyjść ze swojej linii czasu, ale urokliwy finisz w postaci świetlistego ambientu zostawia z poczuciem wyraźnego zadowolenia.
[Łukasz Warna-Wiesławski] 


Vital Weekly #830

Its been a while since I last heard The Complainer, it might be not since Vital Weekly 473 when I reviewed 'Sponsored By Retro Sex Galaxy'. I believe I saw them live also a couple of times (but alas, I don't keep lists). Here is at last a new CD, which comes in various editions. The one I have here is a box with 'inserts' (cut from magazines) and a CDR with more music. This Polish band still love their analogue synthesizers, rhythm machines and sampling devices. The music is loaded with rhythm and synthesizer sounds, but 'pop' is not their game it seems. At times slow, non-dance like rhythms, it reaches for the more darker synthpop of the latter day Gary Numan (post his early 80s success) or the darker moods of Depeche Mode, yet being mostly instrumental. Some of this would have fitted Suction Records quite perfectly (whatever happened to them?), in terms of electro music from a more intelligent perspective. Hard to spot samples here, unlike that previous release. Information on the bonus CDR lacks from the package, so I would have to assume its 'just' more music by The Complainer, which is not bad. It makes the total sum of the package around 100 minutes long, which makes a great private party around the house. Freaky, raw and untamed, and perhaps best: not as poppy as this review may suggest. Just perfect underground elektro music. (FdW)


popupmusic.pl

Nigdy nie można być pewnym co usłyszymy na płycie The Complainera. "Saint Tinnitus is My Leader" to rzecz cięższa gatunkowo niż poprzedni pełnoprawny album Wojtka Kucharczyka "The Amor" ("The Shrine" z racji że to covery, nie liczę). Bo to, że zaczyna się łudząco podobnie do The Knife, nie znaczy, że tak będzie dalej. Nie znaczy to że w połowie Kucharczyk nie zwolni tempa, nie obniży basów i sprawi że podróż będzie bardziej mozolna i mroczniejsza, a w środku umieści protest song - jak czyta Mr Alex - 06 30000 (without words), w którym znajdzie się delikatna partia zagrana na fortepianie. Zaraz po niej ten album zwalnia - staje się bardziej mantryczny, transowy, hipnotyzujący, wolniejszy i wciągający. I taki pozostaje do końca.

"The Amor" poświęcony był ciepłym krajom, "Saint Tinnitus is My Leader" wraca na Stary Kontynent. Ten materiał został nagrany w pojedynkę, wszystko jest bardziej elektroniczne, spięte, mroczniejsze, ale też trudniejsze w strawieniu. Muzyka jest o wiele cięższa, a gdzieniegdzie brzmi wręcz apokaliptycznie. Tak jak przez Europę nie przejedziemy w jeden dzień, tak tego materiału nie da się pochłonąć na raz. "To nie Ameryka", słyszymy gdzieś na końcu. Wojtek nie odkrywa Ameryki, ale mówi w "broken english", swoim połamanym i wypracowanym językiem, kolażem, zlepkiem inspiracji, koglem moglem stylistyk i form, przez które wędruje w niecałe 40 minut.

Mnogość wątków i pomysłów, które się tutaj znajdą, wymaga czasu - przebojów nie uświadczymy, z resztą Kucharczyk celowo z nich zrezygnował. Mrok jest tylko dla odważnych, a w poruszaniu się po nim mają pomóc mapki, schematy, zdjęcia czy cyfry w świetnie wydanym opakowaniu do płyty (czy ktoś jeszcze TAK przykłada się do oprawy graficznej?). Ten album można przesłuchać na raz, ale najlepiej dzielić na odcinki, stworzyć z nich cały serialowy sezon, bo wtedy Świętego Tinnitusa doceni się najbardziej i odkryje najwięcej. Chociaż zawsze można postawić sobie pytanie "co ja w ogóle tutaj robię" jak w 12 18 (regulation), ale najciekawsi włączą po nim płytę jeszcze raz. Bo warto.

 

[Jakub Knera]