zapisz się na listę mailową
pomoc
english version

THE COMPLAINER & THE COMPLAINERS - POWER JOY HAPPINESS FAME! (2008)

PopUp No. 23

next interview. just before OFF.


O Dominio Dos Deuses 29.06.09

«Power, Joy, Happiness, Fame» é o disco que marca a evolução do projecto pessoal do músico polaco Wojtek Kucharczyk (The Complainer) para o colectivo The Complainer & The Complainers (aka TC&TCS), depois do êxito artístico do seu anterior registo a solo, «The Complainer & The Complainers» (2007), que acabou por impulsionar a formação da banda, uma vez que requeria mais do que um par de mãos para ser transportado para o palco.

Reforçado com a presença dos compatriotas Asia Bronislawska (Asi Mina), Pawel Trzcinski, Marcin Zarzeka e o checo Jakub Adamec, Wojtek Kucharczyk dedica-se a elaborar mais um extenso compêndio pop, filtrado pela sua itinerante colecção de influências musicais.

Tal como no passado recente, este disco apresenta-se carregado de um humor muito próprio, atingindo o seu clímax na colagem descarada a «Billie Jean», de Michael Jackson, que constitui a trama estrutural de «Jelly Bean» e que não deixa de nos provocar sonoras gargalhadas, tal a imprevisibilidade e nonsense de semelhante apropriação.

Mas o riso está presente em quase todos os restantes momentos do disco, transformado em gozo glaciar para pistas de dança ou metamorfoseado em serpentes arábicas de espirais sinuosas, ou ainda em introspecções multidimensionais, radicando em sucessivas surpresas a apropriação desavergonhada que faz do património musical mundial, sem qualquer tipo de preconceito e com um afiado espírito de aventura.

Em doze temas, TC&TCS conseguem produzir um disco simultaneamente rigoroso e anárquico, no qual parece caber uma vastidão interminável de farrapos sonoros desordenados mas que, se olhados com a conveniente distância, formam um notável quadro de referência de uma musicalidade que escapa, sem os negar, a muitos dos cânones dominantes da expressividade anglo-saxónica e lança inúmeras pistas para o desenvolvimento de linhas de alternativa a caminhos pop demasiado saturados.

(Pedro Portela) 

 


wiadomosci24.pl 17.06.09

wywiad z TC, by Marcin Majewski


metropolislive.cz 04.09

Rádi pořádáte narozeninové párty u sebe v bytě potom, co jste se ujistili, že jedni sousedi odjeli na dovolenou do Chorvatska a druzí jsou na týdenním poznávacím zájezdě? A stalo se vám pak někdy, že jste nazdobili dort a chlebíčky, pozvali všechny známé, nasadili jim papírové kloboučky, rozlili šampaňské, rozdali konfety a frkačky a... ono se to nějak ne a ne rozjet? Pak mám pro vás skvělý tip, jak vše správně nastartovat – můžu vás ujistit, že nové CD polských kverulantů je přesně ta jiskra, která zapálí doutnák, a za chvíli budete hodně rádi, když vzduchem budou létat jenom ty konfety. Po tomhle prostě musí povolit i ty nejtěsnější manažerské kravaty.

Jsme mladí a hraví, muzika nás baví – tak by se dalo stručně charakterizovat to, oč hlavním protagonistům jde. Nejde to nikam přesně zařadit a nejde to vypnout. Bláznivý koktejl z experimentální elektroniky, smyčcových aranží, diska, starých 8bitů a psychedelie – hodně koncentrovaný a namíchaný tak, aby vás pobavil a rozhýbal. Třeba hned třetí skladba Jelly Bean srovná všem nohy v místnosti na Jacksonův moonwalk, při šesté Whatever se pro změnu jakoby šouráte se šrotem do sběru. Při poslechu zažijete spoustu srandy a překvapení, doporučuju si prohlédnout i jejich performance videa na YouTube. No a párty je zachráněná! Ke chvále kapely už chci jen dodat, že Wojciech Kucharczyk se podílel i na grafickém zpracování desky, sám si ji produkoval a vydal na vlastním labelu mik.musik.

Nowa płyta TC&TCS już jest! Fajna muzycka? Ja pierdolę – to jest zajebiście!!!
[bartofnoise] ****


freemusic.cz 04.09

Můžete holdovat jaké chcete hudbě, ale živé vystoupení v rámci série Itch My HaHaHa vás rozmontuje na tančící součástky. Možná ne metalisty, ale ti se zasmát na Flédu nechodí. The Complainer And the Complainers a rozmarná avant-popová taškařice z Polska.

Complainers The Complainer & the Complainers - Power Joy Happiness Fame!
12 skladeb / 38:34, Mystic Production / Ars Cameralis Silesiae Superioris

Být „mimo“ je nejlepší. To říká Wojciech Kucharczyk (aka Wojt3k), zakladatel a frontman různorodé sebranky 6872. Avantgardní muzikant, uznávaná persona polské scény, grafický designér i boss labelu 6872. Pop s nelidskou tváří? Popové hrátky, co neznamenají mainstream. Bestiální powermix, power joy happiness fame.

Dumám, jestli u nás máme takové nadžánrové hračičky, asi jako když vykloubíte do jednoho tělesa Sestry Steinovy, DVA a I Love 69 Popgeju. Přirovnání budou kulhat, ale pořád vás to bude vracet k alternativním souborům pod Indies Records, jen TC&TCS jsou volnější a neodhadnutelnější. Popkulturní odkazy, aluze i haluze, kontext není nutný, baví i bez povědomí. The Complainers používají elektroniku, ale jako jeden z dalších nástrojů, neohraničení a naživo s projekcí jako nutnou součástí.

Jestliže Kucharczyk má u nástrojového zapojení v kapele údaj „everything“, tak jeho sestra Asi Mina zpívá a hraje na kytaru a taky se věnuje sólové dráze (někde na pomezí folkového experimentu, jazzové melancholie a värttinovského folklóru). Sestavu doplňuje Pawel Trzcinski (elektronika, klávesy, perkuse), Marcin Zarzeka (vjing) a nově taky Jakub Adamec (basa, perkuse; nahrávání se ještě nezúčastnil), Popgej z ostravského okruhu Vole Love Production.

Fungují na principu všežravosti, což bylo vidět i na předloňském ročníku Nowe Muzyki, kde si publikum podmanili živelnou estrádou, daleko od hranic karikatury a na dotek perzifláže, jamující s motivem George Michaela, rozverní a švenkující. Ne, tohle není dirty ani mešuge, no možná trošku, možná trochu víc. Jako noha ve dveřích důvěry, jako nalakovaná ruka plná chtění, namířená do prostředníku. Ukazuje směr nebo je to gesto?

DFA Records a electro derby se zvukem helikoptéry? Michael „mami, odlepuje se mi plakát – to není plakát, to je boží tvář“ Jackson a Jelly Bean – bastard disco? Určitě, jenže k tomu přidejte časté použití smyčcového kvarteta (kwartet smyczkowy O'SKUAd) a vokál Asi Miny, který najednou připomene i Alex Marculewicz.

Po polských experimentálních breakbeat-hoperech Napszyklat přijíždí další stylotvorně bohorovná a stále překvapující kapela, jejíž největší síla je v živém hraní. Hra a vzrušení, humor v těsném závěsu.
[Maxim horovic]  75 %


musicarena.pl

wywiad. dalej, później.


polskieradio.pl 9.03.2009

wywiad któryś już tam. jeśli ktoś jeszcze czegoś nie wie, niech czyta ;-) (KLIK NA DATĘ)


don't panic, we're from poland

Dla tych, którzy znają poprzednią płytę Wojtka Kucharczyka, czyli The Complainera, ta najnowsza musiała być sporym zaskoczeniem. Przynajmniej dla mnie tak. A dlaczego? Bo jest... przebojowa! Od pierwszej do ostatniej minuty wypełniają ją zabójczo chwytliwe piosenki, gwarantujące mnóstwo doskonałej zabawy. Niemożliwe? Też tak myślałem, słuchając z pewnym niedowierzaniem po raz pierwszy. Dziś już wiem – Gwiazdorstwa brak/ Bohater tak!

Zaczyna się dość przewidywalnie (tzn. kiedy już przymiemy do wiadomości, że mamy do czynienia z albumem piosenkowym) – autoreklama „zespołu” (TC&TC’s to w zasadzie projekt jednoosobowy, ale w studiu i na koncertach zasilanypokaźnym gronem przyjaciół) to dynamiczne electropopwe intro uderzające w głowę hedonistyczną linią basu i dyskotekowymi efektami. Wątek taneczny kontynuują kolejne dwa nagrania, choć Melting Man zaczyna się żartobliwym nawiązaniem do stoner rocka (basik i gitara brzmią zresztą w tle przez cały czas) – niby jest to numer oparty na jednym motywie, ale posłuchajcie ile dzieje się z tyłu, no i te wokale! W Jelly Bean żart staje się mocno karkołomny, bowiem osią kompozycji został motyw z Billy Jean Wielkiego Jacko. Kucharczyk wychodzi jednak z tego ryzykownego – nota bene – eksperymentu obronną ręką, w eksplodującym refrenie dokładając ostre partie smyczków. Instrumenty smyczkowe odgrywają na płycie bardzo ważną rolę. Sporadycznie tylko pełnią rolę słodkiego wypełniacza, częściej biorą na siebie ciężar kompozycji i robią to z wielką werwą.. Wraz z Lovesexy Pt. 3 następuje znaczące przesunięcie ciężaru gatunkowego: z electro w stronę brzmień akustycznych. Wspomniany numer to kapitalna zabawa kliszami country&western w stylu Mitch&Mitch (yeah!), z brzęczącymi szorstko gitarami i piejącym w tle Arturem Rojkiem. Aha, dotarliśmy do najbardziej spektakularnego gościa, czyli lidera Myslovitz, który daje genialny popis w akustycznych Substytutach, niesionych porywającym tematem smyczkowym. Artur śpiewa tu zupełnie inaczej niż w macierzystej formacji i zaskakuje bardzo pozytywnie dawno niesłyszaną ekspresją wokalną. Równie świetnie wypada w Metce, o której będzie jeszcze przy okazji omawiania tekstów.

Na płycie jest też miejsce na delikatne eksperymenty. W Social Problems mamy wycieczkę w psychodelię z hinduskim motywem sitaru, a chwilę później nibyludowe skrzypki i fujarkę, wreszcie krowi dzwonek i orgię perkusyjnych przeszkadzajek. Faaaajnie. The Complainer pokazuje też swoje „ludzkie oblicze” w skrajnie popowym numerze Whatever, który mógłby śmiało śmigać po ogólnopolskich antenach radiowych (ale nie będzie, rzecz jasna). A całość zamyka wyciszona ballada z autentycznie poruszającym solo na skrzypcach i całym tym smyczkowo-klasycznym finałem.

Tekstowo jest fajnie i zabawnie. Na otwarcie dostajemy zapewnienie, że choćbyśmy się chowali i uciekali, Marudy i tak nas dopadną i wcisną nam „fun”. I fun jest, a poczucie humoru Kucharczyka bywa rozbrajające. Jak w Jelly Bean, w którym zapewnia: I never did experiments/ I always know what I want to get. Albo Jillionhead, w którym znienacka pojawia się absurdalny chórek śpiewający Każdy wie, w co jest dotknięty. Świetny jest tekst Substytutów: Wyobraźnią cię nie zbawię/ Twórczą myślą cię nie wskrzeszę/ Kreatywność pajacyka schowaj w kieszeń/ Substytuty, substytuty.../ Zadnej małpy/ Żadnej plaży/ Mniej się żyje/ Więcej marzy. Social Problems opowiada o dentyście, który mógłby załatać dziurę w duszy targanej problemami. Metka z kolei to manifest stworzony z... metek od ubrań. Posłuchajcie jak to brzmi: This bag is not a toy/ Keep away from fire/ Turn outside before wash itd. A wszystko to jest zaśpiewane z żarliwą pasją, w towarzystwie szalonych neofolkowych smyczków. Po prostu miazga!

Wielka sykoda, że płyta Complainera tak późno trafiła w moje łapki i tym samym nie załapała się do zestawienia najlepszych polskich płyt ubiegłego roku. Na pewno na to zasłużyła. [m]


uwolnijmuzyke.pl 1.02.09

Kiedy myślę o Complainerze, zawsze jako pierwsze do głowy przychodzi mi wspomnienie ich koncertu. Szalony, lekko potargany wokalista, dwójka akompaniujących mu muzyków i jeden KOwiec. Czwórka ludzi, która w niesamowicie prosty sposób potrafi zrobić Show, który pozostaje na długo w głowie. Ale oprócz występów i ich wizualnej części jest jeszcze, a może przede wszystkim muzyka. I to muzyka, której słucha się z wielką przyjemnością i gdyby nie fakt, że ich ostatnie dzieło (zarazem pierwsze pod szyldem TC&TCS) z listopada 2008 roku trafiło do mnie dopiero teraz to byłoby jedną z czołowych płyt notowania z roku ubiegłego. Za przeoczenie przepraszam, a za tłumaczenie werdyktu biorę się już teraz.

Najpierw trochę faktów. The Complainer to nikt inny jak Wojciech Kucharczyk, czyli człowiek odpowiedzialny za Mołr Drammaz, retro*sex*galaxy oraz współpracujący niegdyś z cudownym dzieckiem elektroniki Felixem Kubinem (chylę czoła). The Complainers natomiast tworzą Asia Bronisławska (aka Asi Mina), Paweł Trzciński (aka D.A.), Marcin Zarzeka (wcześniej wspomniany KOwiec, odpowiedzialny za “obrazy i resztę”; osobiście mój ulubiony członek TCS) oraz od niedawna Jakub Adamec. Swoje siły koncertowo połączyli już przy okazji poprzedniego wydawnictwa The Complainer “..& The Complainers”, ale dopiero teraz zdecydowali się na stworzenie pełnometrażowego zespołu i nagrania płyty wspólnymi siłami. Moja ocena: bardzo dobry krok.

A teraz do meritum. Płyta “Power Joy Happiness Fame” zaczyna się od swojego rodzaju manifestu. “Hide your doughters, hide your sons, hide your dogs, hide your cats” wykrzykują muzycy. Oto bowiem nadchodzi TC&TCS i do tego z wielką parą. Opener płyty jest bardzo żywiołowy i aż porywa do krzyczenia razem z zespołem. Takich pełnych energii momentów na tej płycie jest więcej. Chociażby “Jelly Bean”, który koncertowym bywalcom był znany już wcześniej. W tym przypadku zespół odwołał się do klasyki samplując “Billy Jean” Michaela Jacksona. Trzeba jednak pamiętać, że “this is not a cover” jak informował nas zespołowy Ko-wiec na tekturowych tablicach podczas występów. I tak jest, to nie cover, to tylko zapożyczenie tematu z tego utworu i zagranie go tak, że brzmi 1000 razy lepiej niż w oryginale. Ja osobiście fanką “Billy Jean” nigdy nie byłam, a tę wersję kupuję już przy pierwszym przesłuchaniu. Ale z drugiej strony na płycie znajdziemy dużo spokojniejszych fragmentów, niekoniecznie balladowych, ale takich, które uspokajają. Pierwszym z nich na płycie jest “Melting Men”, który określiłabym nawet lekko depresyjnym, albowiem przywodzi mi na myśl dokonania grupy Joy Division (czego szczerze mówiąc po zespole się nie spodziewałam). Trudno jest jednak się przed takim skojarzeniem uchronić, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że cała piosenka w dużej mierze opiera się na brzmieniu basu.

Niestety podczas słuchania tej płyty nie mogłam powstrzymać się od porównań, konkretniej dwóch. Pierwszym z nich był “Melting Men”, drugim zaś “Substytuty”. I tak jak w przypadku pierwszego utworu podobieństwo do twórczości Joy Division mi nie przeszkadzało, tak niezaprzeczalny “pustkowy” charakter tej drugiej trochę działa mi na nerwy. Jednym słowem - najsłabszy fragment płyty. Na szczęście jest to tylko jednorazowa wpadka, która przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie przy tych wszystkich mocnych piosenkach. Zdecydowanie z całej płyty wyróżnia się “Lovesexy Part Three”, czyli love song według TC&TCS, wcześniej wspomniany “Jelly Bean” oraz “You Have To Believe”. W tej ostatniej pan Complainer nawołuje do zaufania mu i ja mu ufam, bo przywraca mi wiarę w polskich muzyków, że pomiędzy wszystkimi młodymi indie zespolikami tworzonymi na styl brytyjski oraz Pustkowo-pogodnymi tworami (których osobiście bardzo nie lubię) są muzycy, którzy tworzą naprawdę dobry kawał muzyki, który można polecić z czystym sumieniem każdemu miłośnikowi dobrego grania. I zamiast kupować kolejne wydawnictwo Kasi Nosowskiej czy bilet na koncert Kazika, ja proponuję zaopatrzyć się w “Power Joy Happiness Fame”.

“Power Joy Happiness Fame”. Siła, radość, szczęście, sława. Bardzo trafiony tytuł. Płyta bowiem krzepi, daje radość i szczęście, a samym muzykom mam nadzieję, że da sławę. Polska scena muzyczna nie narzeka na brak zespołów z poczuciem humoru (patrz Dick4Dick, Mitch&Mitch czy Psychocukier), ale sposób, jaki znaleźli na siebie TC&TCS jest tak naturalny i przekonywujący, że nie da się ich nie lubić, a muzyka, którą tworzą porywa do tańca, pozwala na chwilę refleksji i jest świetnym polepszaczem humoru w deszczowy dzień. Wypróbowałam, działa! Zatem, na co tu narzekać?
[Gosia Lewandowska]


nowamuzyka.pl 28.01.09

kolejny wywiad, tym razem nowamuzyka.pl, by Paweł Gzyl. __ tekst ten był wydrukowany również w Dzienniku Polskim/dodatku Magnes, 22.01.09


Przekrój 2/2009

Fragment artykułu Jarka Szubrychta "Krajowy remanent"

Nim rzucimy się w muzykę, którą niesie nowy rok, rzućmy uchem na polskie płyty z roku minionego, które niezasłużenie nam umknęły.
...
i m.in
The Complainer & The Complainers
„Power Joy Happiness Fame!”, Mystic
stylistyczny rollercoaster w wykonaniu ulubieńców polskiej krytyki muzycznej. I ja pochwalić muszę, bo to odważne, światowe, a przy tym bardzo rozrywkowe granie. Nie kupuję tylko partii wokalnych, w tym topornej angielszczyzny, która pewnie nie wynika z niedouczenia śpiewaków, ale z poczucia humoru, którego nie podzielam.


Playboy 01 (193) 01.09

Z łobuzerskim poczuciem humoru i inteligentną zabawą konwencjami Complainer okazał się najlepszą polską odpowiedzią na disco punk. Nowej płycie patronują B-52's, Foetus i... Michael Jackson w miksie napędzanym undergroundową energią. Parkietowe wymiatacze uzupełniają numery, które podbiją serca fanów freak folku.
[Rafał Księżyk]


machina 01.09 (34)

PŁYTA NA DŁUGIE LATA!

"Gwiazdorstwa brak! Bohater tak!" Ta płyta swoim potencjałem zawstydza miałkość polskiego mainstreamowego popu. Zaraża optymizmem, bo wciąż można tworzyć piosenki, ktore są jednocześnie klasyczne i nowczoczesne. Naszpikowane energią słoneczną i ludzkimi emocjami. Wojtek Kucharczyk, zaprawiony w boju muzyk znany z mik.musikowych produkcji, nagrał wraz z retszą Complainersów (Asią Bronisławską i Pawłem Trzcińskim) oraz goścmi (m.in. Arturem Rojkiem w ciekawej odsłonie) album kompletnie dopracowany, a równocześnie absolutnie naturalny. Jeśli komuś potrzebne są analogie, to swoboda z jaką Complainer wywraca do gory nogami popkulturowe motywy bliska jest temu, co robią Mylo czy LCD Soundsystem. Robią to jednak po swojemu. Soczyste melodie zaklęte w 12 przebojów, ktore sprawiają, że każdy dzień z tą płytą to powrót do dzieciństwa o smaku tytułowego "Power Joy Happiness Fame!". Ten album można by nazwać płytą roku, gdyby nie był płytą do słuchania na długie lata!
[Adrian Chorębała]  5/5


artPapier 5.01.09

The Complainer & The Complainers are back! Tym razem powrócili nie jako lider i grono oddanych współpracowników, ale w postaci grupy, której wszyscy członkowie współodpowiedzialni są za muzykę, teksty i aranżacje, za wizję i misję, itd. A jakaż to wizja? Pop jako muzyka eklektyczna i przemyślana; muzyka beztroska, ale nie głupawa; radosna i nieokiełznana, ale poukładana i przemyślana. Ocierający się o pastisz i plagiat, muzyczno-słowny recykling, jaki uprawiają Komplejnersi, na równych prawach zderza ze sobą pop i nowofalowy rock, elektro i folk, psychodelię i disco, techno i kameralistykę, poetykę wygłupu i banalność życia codziennego, artystyczne manifesty i lirykę uczuć i emocji. Odnosi się wrażenie, że na „Power Joy Happiness Fame!” dżemują ze sobą Michael Jackson i Kevin Blechdom, Esquivel z Iggy Popem, Marek Grechuta z The Soft Pink Truth, wiśnie w słoikach z oranżadą w proszku. Rezultat jest słodko-kwaśny i bajecznie kolorowy, czyli dokładnie taki, jaki dobry pop być powinien.
[Tadeusz Kosiek]
część artykułu "Dwanaście"/podsumowania roku 2008. PJHF! na pozycji 4.


Polityka 25.12.08

The Complainer - polski Sierżant Pieprz

Czterdzieści lat temu zespół The Beatles wkroczył na drogę eksperymentu. Dotychczasowe gwiazdy popu znudziły się tworzeniem kolejnych uroczych, ale przewidywalnych przebojów i zamiast dogadzać gustom fanów, postanowiły rzucić im wyzwanie. Powstał inspirowany narkotycznymi tripami album „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", czyli ujęty w karby piosenki, psychodeliczny kalejdoskop świetnie dobranych cytatów i smaczków.

W przypadku, chowającego się pod pseudonimem The Complainer, Wojtka Kucharczyka, który stworzył coś w rodzaju polskiego odpowiednika „Sierżanta Pieprza", historia wygląda odwrotnie. Artysta od piętnastu lat prowadził iście manufakturowe przedsięwzięcie, działał na polu niszowej muzyki alternatywnej - nagrywał własną muzykę oraz w ramach wytwórni mik.musik.!. wydawał albumy podobnych sobie oryginałów. Jednak czasy, ludzie i priorytety zmieniają się.

Od kilku lat Kucharczyk pod szyldem The Complainer usiłuje robić rewolucję w rodzimej muzyce rozrywkowej. Zaczął mu ciążyć przestarzały etos muzyki niezależnej oraz alienująca od szerszej publiczności niszowość. Zrobił rachunek sumienia i zdał sobie sprawę, że tak naprawdę w muzyce najbardziej lubi piosenki: „Chłopie, co ty tak naprawdę lubisz? Czego słuchasz przy śniadaniu? Co byś chciał robić dalej? Naprawdę trudno jest zrobić dobrą piosenkę, taką, żeby inni mogli się z nią utożsamić, która zostanie na długo. Musiałem długo dojrzewać do tego momentu, życie mnie tego nauczyło. Ale to rodzaj ewolucji, nie uważam tego za zerwanie."

Jego muzyczny świat jest różny od tego, do którego przywykł słuchacz muzyki rozrywkowej. Ale przyzwyczajenia można zmieniać. Kucharczyk krok po kroku, konsekwentnie forsuje swoją wizję świata. Robi to coraz bardziej ofensywnie: „My mamy rację, nie ty", śpiewa. Zaraża swoją muzyką, każe do niej tańczyć, uruchamia „tupanie nóżką". Bo jak tego nie robić, kiedy słyszy się cover hitu Michaela Jacksona „Jelly Bean"? Tymczasem to porządna muzyczna dekonstrukcja. Kucharczyk wyśpiewuje do niej artystyczne deklaracje, a tupiący nóżką słuchacz chłonie to wszystko bez mrugnięcia okiem, choć w innych warunkach pewnie by uciekł. Z drugiej strony, obecnie wielu ludzi poszukuje innej muzyki niż ta podana na tacy, a zarazem bliższej ich własnej wrażliwości. Świadczy o tym popularna na Zachodzie scena indie. Czy trzecia, najbardziej przebojowa płyta The Complainera, potwierdzi tę tezę na polskim gruncie?

Ma ku temu wszelkie predyspozycje. Podobnie jak u późnych Beatlesów, przeróżne wpływy i smaczki (modne ostatnio - nowofalowe, postpunkowe, diskopunkowe, ale także afrykańskie, brazylijskie, amerykańskie i hinduskie) w naturalny sposób zlewają się, tworząc radosne i taneczne piosenki. Do zabawy i do słuchania. Przyjemność potęguje gościnny udział muzyków z orkiestry AUKSO oraz Artura Rojka. Ten ostatni w dwóch piosenkach pokazuje, jakim potrafi być zaskakującym wokalistą, jak charakterystycznym interpretatorem.

Wcześniejsze albumy Complainera powstawały samotnie lub z wirtualną pomocą przyjaciół, z użyciem elektronicznych metod. Jednak działalność koncertowa spowodowała, że narodził się zespół złożony z żywych muzyków. Zaowocowało to jeszcze większą dozą energii. Choć muzyka nie jest tak przeładowana i gorączkowa, jak była na poprzedniej płycie. Tym razem płynie bardziej swobodnie, naturalnie, nie wyczuwamy wysiłku, ani sztuczności. I o to chodziło!
[Joanna Wojdas]


GW 22.12.2008

Nowa polska muzyka pręży muskuły. Choć może epitet "nowa" w tym wypadku nie jest precyzyjny - liderujący zespołowi Wojciech Kucharczyk to prawdziwy weteran rozmaitych awangardowych poczynań na polskiej scenie niezależnej (np. projekt Mołr Drammaz). Dlatego nie dajmy się zwieść - "Power Joy Happines Fame!" to nie dzieło debiutantów, ale przemyślana, dojrzała wypowiedź artystyczna. Kilkanaście piosenek różnych stylistycznie - od tanecznej elektroniki przez jazgotliwą awangardę, w której miejsce jest np. na kwartet smyczkowy, aż po nieortodoksyjnie potraktowany indie rock. Grupa konsekwentnie stawia na minimalizm i odziera każdą z piosenek ze zbędnych ozdobników. Czy ta gra z konwencjami (jeden z utworów oparty jest na hicie Michaela Jacksona "Billie Jean") to demonstracja muzycznej erudycji, czy własnych pomysłów - to zupełnie inna kwestia. Jednak nawet bez odpowiedzi na to pytanie słucha się tego znakomicie.
[Robert Sankowski]


onet.pl 19.11.08

Wojtek Kucharczyk to człowiek-legenda polskiego undergroundu. W ubiegłej dekadzie wraz z siostrą nagrywał pod szyldem Mołr Drammaz, tworząc na pograniczu post-industrialu i quasi-folku. Jako wydawca wykreował spójne brzmienie – swoistą wizję elektroniki w oparciu o nagrania zaprzyjaźnionych artystów: surową, kostropatą, surrealistyczną. Teraz wydawnictwo mik.musik zawiesza działalność, a Wojtek wraz ze swoim zespołem wydaje płytę pod tytułem, który sugeruje radykalną zmianę klimatu.

Nie dajmy się jednak zwieźć pozorom. Trzeci album Kucharczyka rozwija wątki z poprzedniego – ciągle mocno osadzony jest w latach 80. Ale nie tych spod znaku Erasure i Eurythimcs, a raczej Television, czy Talking Heads. Od początku na pierwszy plan wychodzi bas. Tłusta, wyraźna, sprężysta linia. Czarna jak u dziewczyn z ESG, brudna jak u Gang Of Four. Jest funk, jest punk, i jest też – jak na wcześniejszych krążkach – pop.

"We're TC'S, We Bring You The Fun!" – skandują na starcie muzycy; Wojtkowi towarzyszy – jak na drugim krążku - siostra, Asia Bronisławska oraz perkusista Paweł Trzciński znany jako Distorted Animals. Numer jeden – zachęta do zabawy tyleż zachęcająca, co ruszająca. Pulsujący basowy zygzak, płaski bit w stylu electro clash i rock’n’rollowa gitara – pierwsze panie wchodzą na parkiet. Następny kawałek sprawi, że dziewczyny zaczną poruszać się jakby z większym urokiem – z pewnością ruszy się nie jeden chłopak. Podejdzie do którejś i będzie za Wojtkiem powtarzał w rytm minimalistycznego, analogowego electro: "I Wanna Be Your Sweat!". Jak dla mnie, gwóźdź programu. Choć równie dobry jest kolejny utwór, gdzie lider TCS deklaruje, że "eksperyment" to słowo, którego nienawidzi. Z pewnością cokolwiek przekornie, bo to piosenka cokolwiek eksperymentalna. Frywolnie flirtuje z legendą króla popu – więcej: żeni ją z kameralistyką.

Ta płyta to zdecydowanie eksperyment. Na wesoło, ale jednak. Tym razem Kucharczyk zaprosił do udziału w nagraniach zaprzyjaźniony kwartet smyczkowy. Gościnnie występuje też Artur Rojek. A wraz z kolejnymi numerami na trackliście klimaty zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Country, tętniące disco, subtelny, wysmakowany avant pop, a nawet dystyngowany walczyk w końcówce. Klisze, którymi bawią się artyści przesuwają się niby w jakimś surrealistycznym wodewilu pod równie surrealistycznym tytułem. Ci, którzy zwiedzeni "afiszem' szukaliby tu przebojów niby z playlisty którejś z największych stacji radiowych, z pewnością poczują się rozczarowani. To jest chwytliwe inaczej.
[Michał Nierobisz] 4/5


DZIENNIK 03.12.08

REWELACYJNY ALBUM THE COMPLAINER

POPKULTUROWY MISZMASZ Z MICHAELEM JACKSONEM

Weteran polskiej sceny niezależnej wychodzi z podziemia - chciałoby się powiedzieć przy premierze kolejnego albumu Wojtka Kucharczyka. Ale przecież ani nie widać po nim oznak starzenia, a jego nazwisko jest już szeroko kojarzone. Jednak po "Power Joy Happiness Fame!" dopiero powinno być o nim głośno.

Były członek formacji Mołr Drammaz oraz autor rozlicznych albumów elektronicznych, które wydawał własnym sumptem, wreszcie zrealizowal swoje marzenia - zebrał skład TC&TCS, z którym może grać ambitne, popowe piosenki. Do tego jego odwieczne fascynacje postpunkiem i nową falą doskonale wpisują się w obecne trendy na scenie muzycznej... Nie mówiąc już o tym, że gościnnie wsparcia w studiu udzielił mu kwartet smyczkowy O'SKUAd oraz sam Artur Rojek z Myslovitz!
Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach ligitymowanie się niezależnością ma coraz mniejszy sens. Na Zachodzie zespoły tzw. indierockowe normalnie sprzedają tysiące płyt i egzystują na rynku komercyjnym. Do tego napędzają jego rozwój - kreują nowe nurty, najczęściej odwołując się do przełomu lat 70. i 80. Podobnie ma się sprawa w przypadku "Power Joy Happiness Fame!", która od pierwszych utworów "We Are TC&TCS" i "Melting Man" ustawiają ją obok płyt modnych ostatnio dancepunkowych formacji, m.in. New Young Pony Club i CSS, Jednak wraz z kolejnymi utworami stopniowo okazuje się, że nie chodzi tu o zwyczajne naśladownictwo, ale o zabawę pewnymi konwencjami oraz złożenie hołdu swoim mistrzom, takim jak David Byrne z Talking Heads.
Nawet jeśli starzy fani poczują się rozczarowani obranym kierunkiem przez Wojtka Kucharczyka, to w rzeczywistości nie zrywa on ze swoimi korzeniami artystycznymi. Jedynie rezygnuje z dawnego, dosyć radykalnego charakteru swoich poczynań na uboczu mainstreamu i jeszcze odważniej niż na "& The Complainers" wkracza z buciorami na obszar popkultury. W żartobliwym "Jelly Bean" zaśpiewanym pod fragment utworu "Billy Jean" Michaela Jacksona wykłada: "ja nigdy nie robiłem eksperymentów - zawsze wiedziałem, co chciałem osiągnąć". W "Whatever" żongluje syntetycznymi brzmieniami Gary'ego Numana, trzyma funkowo-rockowa sekcję, a do tego na koniec wplata ludowe melodie grane na skrzypcach i klaśnięcia przywołujące na myśl The Beatles. Nie wspominając już o równie rozbudowanym "Pasja i uraz", w którym w warstwie rytmicznej wyraźnie zaznaczają się jego fascynacje rytmami Afryki, czy "Social Problems", gdzie w międzykulturowym miszmaszu wpływy polskie mieszają się z amerykańskimi, indyjskimi i brazylijskimi.
Można oczywiście wgryzać się w drugie dno tych utworów, analizować takie teksty jak "Substytuty" napisane przez Asi Minę w kontekście współczesnej kultury. Ale jednocześnie nie można zapomnieć o czysto muzycznym charakterze płyty, tytułowej radości i jej potencjale przebojowym. Bo bez wątpienia "Power Joy Happiness Fame!" to kolejny ważny krok w karierze Kucharczyka i dzieło na światowym poziomie.
[Jacek Skolimowski]


GW Katowice 17.11.08

drugi wywiad. "Płyta zrobiona na cegle". by Marcin Babko


onet.pl 17.11.08

pierwszy wywiad udzielony z okazji PJHF! "Wyjść z undergroundu" by Andrzej Sroka.

click the link please