zapisz się na listę mailową
pomoc
english version

THE COMPLAINER - & THE COMPLAINERS (2007)

POLITYKA.PL 31.08.07

"Szaleństwo to odtrutka na normalność" - wywiad "polityczny"...


Gazeta Wyborcza Poznań 07.08.0

Wojtek Kucharczyk ustawił sobie poprzeczkę wysoko. Choć nie jest ulubieńcem popularnych mediów, kreuje fascynujące muzyczne zjawiska.

Kucharczyk spotyka się przy tym ze znakomitym międzynarodowym odzewem i jak to często bywa - mniej rozpoznawalny jest w kraju. Swe działania kontynuuje na kilku równoległych polach muzycznych. Najważniejsze to, kultowe w pewnych kręgach, dokonania formacji Mołr Drammaz, Retro Sex Galaxy i - stosunkowo najmłodszy projekt - Complainer.

Ten ostatni zresztą ma chyba szansę dać autorowi szczególnie dużo satysfakcji. A to z tego powodu, że Kucharczyk, nie rezygnując ze swych artystycznych ambicji, czerpiąc z języka niemal awangardowego, stworzył w gruncie rzeczy wybitną kreację pop. Tak też została ona przyjęta przez wielu (również międzynarodowych) recenzentów.

Już pierwszy album Complainera, świetny "Sponsored by Retro Sex Galaxy" sprzed dwóch lat, zwiastował nowy język, którym posługiwał się twórca. Druga, wydana niedawno płyta, jest jednak z pewnością swoistym ukoronowaniem jego dotychczasowej drogi. Jest szczytowym osiągnięciem pod względem brzmienia, aranżacji, pomysłu.

Autor zamieszcza na okładce długą listę podziękowań. I słychać na płycie echo fascynacji muzyką Prince'a czy Depeche Mode. Zanim jednak udamy się na parkiet taneczny, zauważmy też nazwiska Toma Waitsa czy Johnny'ego Casha, Davida Byrne'a czy kreolskiej pieśniarki Toto La Momposiny, do tego Dmitrija Szostakowicza, pisarzy, twórców kultury. Wspominam o tym, bo tę (nie tylko muzyczną) erudycję autora słuchać tu na każdym kroku. Kucharczyk doskonale bawi się konwencją (konwencjami) pop, proponując taneczne rytmy i melodie, a jednocześnie dokonując ich dekonstrukcji. Wspiera go zresztą w pojedynczych nagraniach grono artystów z jego wytwórni mik.musik, m.in. Asi Mina, 8 Rolek, Urkuma, Bartosz Weber aka Bartweba, ale też formacja Psychocukier czy gdzieś w dalekim tle Mikołaj Trzaska.

"The Complainer & The Complainers" to świetny pomysł i nowoczesna, fantastyczna produkcja, którą można pokazać z dumą w całym świecie. Czerpiąca z techniki samplingu i elektroniki, ale też pełna żywych instrumentów, w swym rozkołysaniu sięgająca chwilami i do muzyki noise, i do post rocka, czerpiąca z folku czy country, by przegryźć je po swojemu.

Świetna płyta. W dodatku pełna lekkości, dystansu, żartu - co zwiastuje już zabawna okładka. Szkoda tylko, że nie kupimy jej "w dobrych sklepach muzycznych". Warto jednak poszukać choćby na www.serpent.pl.
(Tomasz Janas)


Eksklusiv 08.07

dobry artykuł/wywiad z TC, popowy. "WARHOL TAK! TV (raczej) NIE!" by Joanna Wojdas / "WARHOL YES! TV (rather) NOT!". click the link


don't panic we are from poland

Wojtek Kucharczyk, The Complainer we własnej osobie i jednocześnie szef wytwórni mik.musik!, jest postacią znaną w świecie laptopowej elektroniki od lat. To zdanie musiało paść, na wszelki wypadek, ponieważ pojęcie „znana postać” jest oczywiście dość względne. Ja na przykład do czasu otwarcia kolorowego pudełka skrywającego płytę The Complainera nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Ale nic to, życie jest po to, żeby nadrabiać stracone chwile, czyż nie?

Samozwańczy Pierwszy Maruda Rzeczpospolitej with a little help of his friends from whole world (naprawdę całego) za pomocą sprytnych programów łączących miliony sampli wysmażył perfekcyjnie hałasującą, mieniącą się seledynowymi kolorami iskier dźwiękową petardę miłości. W szesnastu hymnach wychwala miłość jako lekarstwo na całe zło naszego głupiego świata. A używa do tego środków, które trudno ogarnąć na pierwszy (i drugi, i trzeci) rzut ucha. To szalona wyprawa przez kontynenty pokręconych dźwięków, to stąpanie po miękkim dywanie utkanym z wesołych nutek, to skakanie po grzywiastych falach bębniących po głowie bitów. Ten nadmiar może przeszkadzać, może męczyć, ale o tym później. Wierzę na słowo (jak już wspomniałem, jeśli chodzi o twórczość Mr. Kucharczyka jestem neofitą), że jest to najbardziej piosenkowa i najbardziej przystępna muzycznie płyta Complainera. Tę teorię zdaje się potwierdzać zaczynający płytę utwór I Am So Alive. Nie da się ukryć, to największy hook płyty: zabójczo rytmiczny, wariacko roztańczony, z zabawnie brzmiącym, manierycznym wokalem. Numer 2, I Will Follow, zdradza już objawy największego grzechu tej płyty (może dla niektórych będzie to akurat zaleta) – przerostu formy nad treścią, nadmiaru dźwięków, które bombardują umysł i wycieńczają go, zanim artysta przejdzie do rzeczy, czyli dopiero – tak! – w okolicy piątej minuty, kiedy to utwór przybiera formę Lennonowskiej ballady. Co za dużo to niezdrowo! Ta refleksja pojawiła się w mojej głowie wielokrotnie podczas odsłuchu płyty. Ale – powtarzam! – ta konwencja jest mi na tyle nowa, że być może mnie przytłoczyła. Dla przykładu w trzecim na liście utworze Animulae dzieje się tak dużo, że musiałem skorzystać z opisu umieszczonego na stronie mik.musik, żeby zrozumieć, co to właściwie jest (pozwolę sobie zacytować, choć nie pytałem o pozwolenie): „muzycznie – gospel, raga, soul, metal, konkret, noise, oklaski i tykanie zegara. Gościnnie śpiewa USONIA (z NYC) ze swoim gospelowym chórem i URKUMA (z Italii) po łacinie wypowiada się o trudach i pięknym celu”.

Okej, trochę się wygłupiam, ale chyba mieszczę się w konwencji. Z rzeczy, które mi się podobają szalenie: It’s Not Crime – przejrzysta konstrukcja i electroclashowa rytmika napędzają do tańca (bardzo fajne wokale, no i te wszystkie basowe rzeczy w bazie); Oigame Compay – rytmiczne, niemal punkowe nawoływanie do rewolucji, prawdopodobnie w imię miłości (oczywiście), ozdobą są wymiatająco-czadowe hałasy w wykonaniu Psychocukru; Folio z zastanawiającym gitarowym tłem i niepokojącym dysharmonicznym solo made by Bartek Magneto (Starzy Singers tudzież Mitch&Mitch); Gugla – bardzo klimatyczne nagranie, mnie, człowiekowi wychowanemu na gitarowym graniu kojarzące się z surowymi kawałkami noise’u w wydaniu np. Ewy Braun. No i absolutne objawienie. Zamykający płytę utwór No Rush No Hunger to niezwykłej urody pieśń o tym, co można zrobić dla świata, by był lepszy. Taka naiwna, hipisowska w wymowie, ale jakże piękna, jak słodko brzmiąca za sprawą tego powtarzanego w pętli orkiestrowego motywu i tej archaiczne beatlesowskiej perkusji. Pięknie!

Ta końcówka ukróca właściwie wszelkie moje marudzenie, że mogłoby być więcej piosenek, że mogłoby być bardziej pop (a co, to nic złego). Ja się nie znam, ale i tak mi się podoba.
(don't panic we're from poland)


Reporter Magazyn, 07.07

Wojtek Kucharczyk po raz drugi uderza jako The Complainer. Najnowszy krążek zatytułowany "& The Complainers", w pełni prezentuje potencjał wymyślonego przez niego stylu "quotadelicznego", który polega na czerpaniu garściami z tygla muzycznych fascynacji Wojtka, przy czym zgrabnie unika cytowania wprost, stapiając niezliczone nawiązania i aluzje w spójną, nową jakość. Choć to najbardziej popowa propozycja Kucharczyka, słychać, że mamy do czynienia z artystą, który ma za sobą eksperymentalne korzenie. Kalejdoskop stylów, potencjalnie chaotyczny, jest zamknięty w formie zgrabnych piosenek i napędzany mocnymi beatami, sprawiając, że to płyta zarówno do słuchania w skupieniu, jak i do zabawy. Tytuł krążka odnosi się do udziału w nagraniach wielu gości z Polski i świata, nie dajmy się jednak zwieść - jest to autorska i bardzo osobista płyta Wojtka. To coś więcej niż zabawa konwencjami, to dojrzały i doskonale zrealizowany pomysł na muzykę. Motto "post everything" pasuje tu lepiej niż kiedykolwiek.
(Wojtek Mszyca)


ORF/Zeitton 20.07.07

Globale Popmusik für eine globalisierte Welt

In der neuen CD von Wojtek Kucharczyk aka The Complainer verdichten sich all jene Aspekte, die in der "Zeit-Ton"-Reihe "Vom Zusammenklingen der Kulturen" bisher ausgerollt worden sind: Da war von einem vermehrten Interesse an Musik aus fernen Ländern die Rede, von einer Musik, die sich allerdings nicht mehr mit dem Begriff Weltmusik im herkömmlichen Sinne fassen lässt, sondern die sich viel mehr auf ganz selbstverständliche Art und Weise in den vielfältigen Genre-Mix einfügt, der sich im Netz der weltumspannenden digitalen Medien gebildet hat, und der mit jedem Tag an neuen bislang ungehörten Facetten reicher wird, in denen sich die vielen verschiedenen Kulturen aus Ost und West, aus Süd und Nord zu immer wieder neuen Hybridformen mischen.

Und es war natürlich mehrfach von der zentralen Rolle des Internet in dieser Entwicklung die Rede. Auch Wojtek Kucharczyk diente es als ein Ort der Begegnung und als wichtiges Kommunikationswerkzeug.

Stilistische Erfindungen

Schon mit seiner ersten CD unter dem Pseudonym "The Complainer" wollte er mit alter Musik Neues erzählen, so Wojtek Kucharczyk. Mit alter Musik ist hier Popmusik aus den 1980er Jahren gemeint, sie hätte ihn in seiner musikalischen Sozialisation wesentlich geprägt, erzählt der heute Ende-30-Jährige.

Für seine aktuelle "The Complainer"-CD hat Wojtek Kucharczyk nun die unterschiedlichsten Stile und Musiken als Ausgangsmaterial verwendet - angefangen von Musik aus Lateinamerika über Musik aus Holly- oder auch Bollywood bis hin zu Neuer Musik, wobei der Musiker diesmal kaum mit Samples im klassischen Sinne gearbeitet hat, also nicht mit Samples, die er bereits existierenden Musikveröffentlichungen entnommen hat.

"Ich habe stattdessen immer - im Internet oder in den Sample-Datenbanken diverserer Audiosoftware-Programme - nach den Stereotypen Ausschau gehalten, etwa nach dem stereotypen R&B-Beat", erzählt Kucharczyk. "Schwierig wird es schließlich, wenn man zum Beispiel versucht, Raga mit Country und Electro zu verknüpfen. Dabei kam es dann mitunter auch zu neuen stilistischen Erfindungen."

Auf der Suche nach der großen, weiten Welt
Man dürfe auch nicht vergessen, dass er aus Polen komme, so Kucharczyk, "einem, was die Bevölkerungsstruktur anbelangt, sehr homogenen Land. Immigranten sind die Ausnahmen, die die Regel bestätigen."

Kucharczyk lebt im südlichen Polen, im kleinen Ort Skoczow nahe von Katowice und dort, ergänzt er, gäbe es natürlich schon gar keine Immigrantinnen und Immigranten. Wenn er also jemanden etwa aus Taiwan, Peru oder Argentinien treffen wollte, dann müsse er hinaus in die große, weite Welt ziehen, oder eben hinab tauchen in die Tiefen des Internet.

Gemeinsam statt einsam
Rund 50 Musikerinnen und Musiker aus der ganzen Welt haben an der Schaffung von Wojtek Kucharczyks aktuellem Album mitgearbeitet und jeder einzelne Beitrag hätte ihn überrascht und begeistert.

"Wenn man sich vornimmt, sich in seiner Arbeit mit allen Musiken auseinanderzusetzen, dann muss man sich auch Gäste einladen, denn man selber ist ja nur ein Einzelner, der gar nicht alles wissen kann", gibt Kucharczyk zu bedenken. "So einfach ist das letztendlich. Die Gastmusikerinnen und Gastmusiker haben für mein Album ihr Bestes gegeben und das hat meine Musik auf ganz wunderbare Weise bereichert."

Das Leben als wichtigster Lehrer

Musik, so überraschend und unberechenbar wie das Leben selbst, wollte er machen, sagte Kucharczyk in einem Interview anlässlich eines Zeit-Ton-Labelportraits über .mik.musik.!. im Jahr 2004. An diesem Grundsatz hätte sich nichts geändert, meint der Musiker.

"Meine neue CD erzählt von traurigen Geschichten, von erfreulichen Geschichten, in manchen scheint die Sonne, in anderen leuchtet der Mond, es gibt Doktoren, Vögel und alle anderen Lebewesen, die diese Erde beherbergt", so Kucharczyk. "Genau, es ist Musik so überraschend und unberechenbar wie das Leben selbst. Für mich ist das Leben der wichtigste Lehrer, in jeder Hinsicht und damit auch in musikalischer Hinsicht. Letztendlich bestimmt das Leben, welche Art von Musik Leute im Augenblick machen."
(Susanna Niedermayr)


Gazeta Wyborcza K-ce 10.07.07

Muzyka do mycia zębów

Wojt3k Kucharczyk nagrał album pop: z dobrymi melodiami, fajnym wokalem i świetnymi partiami instrumentalnymi, pomysłem na całość i szczegóły, z siłą grawitacji przyciągającą okładką...

W jednym z ostatnich wywiadów Wot3k Kucharczyk mówi o The Complainer: - to mój bez dwóch zdań najlepszy projekt, najdojrzalszy, który nową płytą, co to właśnie wyszła, zmieni polski rynek, cokolwiek słowa "zmiana" i "rynek" mogłyby tutaj znaczyć, nie będzie on już taki sam.

Płyta właśnie wyszła. Moje rozumienie obu wyżej wymienionych słów jest dość tradycyjne - obawiam się więc, że nic się nie stanie. Ale to wina tylko i wyłącznie naszego "rynku", którego na "zmianę" na poziomie nowej muzyki Kucharczyka po prostu nie stać. The Complainer na tym nie straci: rozmaite projekty Kucharczyka od lat bardziej popularne niż w ojczyźnie są za granicą. A jego nowa muzyka unosi się tak wysoko ponad wszelkimi granicami, że spodobać mogłaby się nawet na innej planecie.

- To ma być muzyka do mycia zębów - mówi Kucharczyk. Dla mnie nadaje się ona do wszystkiego. Bo też każdy utwór totalnie różni się od poprzedniego (jak i od tego, który następuje po nim). Czy jest to ambientowa gra na receptorach odbiorców, iberoamerykański hymn rewolucji, multilingiwstyczny manifest miłości, interkontynentalny przewodnik po tanecznych parkietach, czy plądrofoniczny leksykon cytatów z najlepszych partytur 20. wieku. Pluralizm całości potęgują zaproszeni goście (w liczbie kilkudziesięciu, od Meksyku przez RPA po Australię).

Mam nadzieję, że moje dotychczasowe impresje nie sprawiają wrażenia, że jest to płyta "trudna". Bo to tak naprawdę album pop: z dobrymi melodiami, fajnym wokalem i świetnymi partiami instrumentalnymi, pomysłem na całość i szczegóły, z siłą grawitacji przyciągającą okładką...

Kucharczyk jest liderem legendarnej śląskiej grupy Mołr Drammaz i szefem Mik.Musik!, jednego z najprężniejszych polskich wydawnictw nowej muzyki elektronicznej (prócz swoich, wydaje też m.in. płyty grup 8rolek, Deuce, Co i Asi Mina). Jego najnowsza płyta to duży muzyczny krok naprzód. Oby okazała się nim także w znaczeniu komercyjnym - jest tego warta.
(Marcin Babko)


nowamuzyka.pl 2.07.07

 Osiem lat temu koleżanka pokazała mi dziwnie wydaną taśmę zespołu o dziwnej nazwie. "Tehha tehha ert 2.0" Mołr Drammaz, bo tak nazywało się owo zjawisko, było moim pierwszym kontaktem z działalnością wytwórni Mik.musik! W międzyczasie label stał się instytucją, Mołry zmieniały skład, nazwiska, a nawet zawieszały działalność. Potem pojawiały się nowe projekty w ilości niewiarygodnej i wszystkie jawiły mi się jako istny wulkan talentu - Mik.musik! nieustannie pozostaje jasnym punktem na kreatywnej mapie świata. W maju 2007 ukazała się płyta solowego projektu założyciela wytwórni, Wojciecha Kucharczyka - "The Complainer & The Complainers". Projekt solowy, choć z ogromną liczbą gości z całego świata. Wśród znanych mi - same zacne postaci. A sądząc po dźwiękach, jakie serwuje Complainer i Complainers warto postarać się, by jak najszybciej poznać również nieznajomych.

    Szesnaście utworów tworzy perfekcyjną całość, a godna karnawału wielość odniesień stylistycznych przyprawia o zawrót głowy. Co ciekawe, jakkolwiek wiele spośród muzycznych fascynacji autora jest mi raczej obcych, to jego talent zupełnie rozwiązuje ten problem. Jest to niewątpliwie znamię wielkiej muzyki.

    "I Am so alive" – afirmatywny, skrzący życiem utwór zapowiada dominujące na płycie pozytywne i miejscami krotochwilne, choć z pewnością poważne granie. Nastrój piosenki jest intrygująco lekki i surrealistyczny zarazem, a z humorem zaimplementowany eklektyzm jest jak najdalszy od głupkowatości i łatwego samozadowolenia. "I will follow" – po dość długim, pełnym zabawy rozbiegu następuje zejście, w którym na tle partii fortepianu Kucharczyk śpiewa w iście wzruszający sposób. Utwór kończy się dość nieoczekiwanie - zagadka, jeżeli naprawdę istnieje, z pewnością nieprędko znajdzie rozwiązanie. "Animulae" – z gościnnym udziałem Urkumy i Usoni. Znowu eklektycznie, na przemian niepokojąco i wesoło. Muzyczna refleksja nad postrzeganiem czasu w dzisiejszym, dziwnym świecie. Na koniec nie pozbawiona patosu partia wokalna o Jezusie w Nowym Jorku, który, gdy przyszedł, nie mógł znaleźć miejsca na odpoczynek.

    "It’s not Crime" – rozerotyzowane disco, w którym Complainer balansuje na granicy kiczu co rusz puszczając do słuchacza oko. Complainer doskonale czuje się na dancefloorze - z tą różnicą, że zamiast po filistersku udawać, że na nim nie jest, pozostaje na nim sobą. W pewnym momencie słyszymy dźwięk, który przy pierwszym odsłuchu sprawia, że większość słuchaczy rozgląda się za dzwoniącym telefonem. Efekt dużo bardziej dający do myślenia, niż rapsodyczne moralitety na temat automatyzmów właściwych erze konsumpcyjnej vide SPK, czy Genesis P-Orridge.

    "Bubune" – utwór z udziałem Asi Miny i 8 Rolek. Śpiewany w dziwnym, nieznanym mi narzeczu. Wokalista zdaje się nam tłumaczyć coś coraz intensywniej, aż wpada w rodzaj transu, z którego ratuje go twardy bas i kolejna porcja kawałków melodii. Muzycznie znowu miszmasz – trochę orientalnie, trochę futurystycznie. Na koniec gitarowe zakończenie na miarę...Czerwonych Gitar. "Lovesexy Orquestra PT 1 or 2" – krótki pean na temat miłości i seksu z groteskowym solo na gitarze. Complainerzy nie przyłączają się do śliskiego, silikonowego świata rozgłośni z najlepszą muzyką pod słońcem. Obecność swoistych cieni sprawia, że nie wszystko jest podane na tacy, przez co pozytywna wymowa utworu jest jeszcze dobitniejsza. "Age 17 (Age37)" – niby tanecznie, ale wokale zbyt histeryczne, by oddać się zabawie. Nie jesteśmy tu w końcu dla przyjemności. "Spring [Tech (Anti-Dog League)]" – Jako osoba zaangażowana w projekt Skowyt Duszy Psa dystansuję się od ideologicznej wymowy utworu. Muzycznie mogłaby to być ścieżka dźwiękowa do filmu, na który chętnie bym poszedł. Nieodparte wrażenie, że coś się za moment wydarzy, wzmagane przede wszystkim trwaniem, ale i subtelną modulacją z tendencją "ku górze". Na koniec okazuje się, że to tylko trailer i trzeba poczekać na więcej.

    "¡OÍGAME COMPAY!" – rewolucja z dodatkiem Psychocukru. Swoją drogą ścieżka, jaką idzie mik.musik! zawsze jawiła mi się jako jedna z najciekawszych odpowiedzi na wezwanie do walki o pojednanie ludzkości. Na początku pozostajemy na parkiecie, rytmiczne struktury stopniowo wytrącają słuchacza z karnawałowego nastroju. Latynoska partyzantka wkracza do akcji. Na tle mocnego rytmu wokalista opowiada o potrzebie rewolucji. Jeszcze chwila na parkiecie dla poprawy kondycji i jest! Pochód prowadzi marszowa gitara i rozentuzjazmowany piewca rewolucji na wokalu. Na koniec trochę szaleństwa na linii gitara - wzmacniacz, by nie zapomnieć, że na rewolucji można pozjadać zęby.

    "Folio" – zdecydowanie bardziej lirycznie. Moim zdaniem najpiękniejszy utwór na płycie. Jest tu trochę dźwięków pochodzących ze skrzyżowania easylisteningowych utworów Johna Zorna z country, trochę nieodzownego na tej płycie tanecznego rozpasania – choć to akurat jeden z najmniej tanecznych utworów – trochę gitarowych szaleństw, których nie powstydziłby się Lee Ranaldo. Wszystko łączy się w delikatną całość, której każdy element jest na miarę złota. "Zmiana kostiumu (BOOOK)" – Pulsujące, lekko zamglone elektroniczne dźwięki. Kolejny mocno ilustracyjny temat na płycie Complainera.

    "Ria! (Myspace Rock)" – utwór z gościnnym udziałem Felixa Kubina doskonale oddaje wszystkie fajerwerki Internetu, choć dość życzliwie obchodzi się z reklamami, skutecznie wplatając je w bardzo spójną całość.

    "Lovesexy Orquestra PT 2 or 1" - Druga część promiłosnego hymnu. Rytmami zajął się CO i trzeba przyznać, że są to rytmy znakomite. Załoga mik. wie, co to miłość i nie boi się o tym mówić. "Gugla" – kolejna pocztówka z dziwnego świata zamieszkanego przez Complainera i Complainerów. Nastrój wyczekiwania wzmagany nieco dziwacznym załamywaniem się dramaturgii utworu. Niebanalne potraktowanie estetyki usterki. Obok Folio najciekawszy moim zdaniem utwór na płycie. "No rush No Hunger" – przejmująca do głębi wyliczanka rzeczy, bez których świat byłby jeszcze piękniejszy i piękne zwieńczenie pięknej podróży. I pomyśleć, że ludzie się wzruszają przy takim Rubiku.

    Mam nadzieję, że jeszcze wiele razy będziemy mogli posłuchać Wojciecha Kucharczyka i jego przyjaciół. Póki co pozostajemy z The Complainer & The Complainers, niezwykłą płytą, do której z pewnością warto wielokrotnie wracać. Dzieje się tu tak wiele, że powyższy tekst uchyla zaledwie rąbka tajemnicy, w dodatku od jednej, dość przypadkowej strony.
(Łukasz Kozak)


o dominio dos deuses 19.06.07

/Highlight/

A globalização tem destes pequenos triunfos. O álbum mais recente de The Complainer, projecto pessoal do experiente músico polaco Wojtek Kucharczyk, é um trabalho delicioso, que resulta do processamento irónico das mais diversas influências musicais, anexadas pela ideia de acessibilidade universal e projecção planetária, mas revistas à luz da peneira crítica de quem reconhece no frenesim dos tempos modernos a perversa falsidade da autoridade individual.

É assim ao ritmo imposto pela sucessão voraz de narrações musicais interpenetradas que The Complainer constrói um disco que se assemelha a um desenho-animado frenético, cuja linguagem simples é simultaneamente acessível e contundente, mas que esconde uma complexidade intrínseca díficil de dissecar. Ou seja, ao evitar inteligentemente o caminho das colagens justapostas de farrapos de texturas oriundas de quadrantes musicais diversos, optando, ao invés, pela transformação de cada fragmento em matéria-prima orgânica para a modelação de rodopios pop multiformes segundo uma cartilha singular, Wojtek Kucharczyk consegue refrescar o panorama actual e apresentar um conjunto importante de pistas para a reutilização de alguns dos capítulos mais interessantes da história da música independente.

Muito do ambiente de festa e euforia que se vive ao longo de todo o disco está relacionado com a dinâmica trazida pelo corropio de convidados, que entram em cena em diversos momentos, cada um com a especificidade da sua mensagem, mas também com a coloração do seu pequeno canto de mundo. Um após outro conseguem adicionar substância nutritiva ao banquete servido em «The Complainer & The Complainers», em que um surrealismo irónico de efeito imediato dissolve em ciclones ritmico-melódicos a especialidade de cada um, integrando-o de imediato nesta conspiração de Kucharczyk para derrubar concepções cristalizadas de colaboração musical. Felix Kubin (Alemanha), CO, 8rolek, Asi Mina, Bartek Magneto, Bartosz Weber, Psychocukier (todos polacos), Tomates Asesinos (Argentina), Usonia (EUA) e Urkuma (Itália) todos contribuem para fazer deste disco um compêndio de novas linguagens, mesmo porque se expressam em diferentes idiomas e géneros estilísticos, para não falar da musicalidade intrínseca à presença única de cada nova participação.

Em «The Complainer & The Complainers» encontramos doses abastadas de gozo auditivo e estimulação intelectual, de uma nação musical praticamente desconhecida entre nós, mas que pela amostra recente apresenta um naipe de propostas capazes de mudar a nossa perspectiva sobre o curso actual do desenvolvimento da música produzida à margem da intenção lucrativa. Apenas para ouvintes exigentes!
(Pedro Portela)


AKTIVIST 2.06.07

Apogeum Kucharczykowego recyklingu

Największą zaletą drugiej płyty Wojtka Kucharczyka nagranej pod pseudonimem The Complainer jest maksymalizm. To świeża, wyrazista i oryginalna muzyka. Complainer dokonał twórczej zdrady – nie oglądając się na underground, uparcie tkwiący w swych outsiderskich autodefinicjach, często mylnie utożsamiający eksperyment z muzyką trudną w słuchaniu, stworzył album z utworami, które sprawiają słuchaczowi przyjemność, chcą go zabawić, porwać na parkiet. Ta bezpretensjonalna przebojowość i jasna energia ani nie przesłaniają subtelności i dystansu (igranie ze stereotypami nowej fali), ani nie spłycają pozamuzycznego przesłania. Kucharczyk w dużej mierze przezwyciężył własne ograniczenia, które sprawiały, że rzadko wracałam do jego nagrań. Zaliczałam je raczej do interesujących wypowiedzi z dziedziny sztuki. Tym razem jest to muzyka – w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak zwykle dominują żywioł i humor. Ale tym razem i melodia nie kuleje. Śpiew jest bardziej staranny. Słusznie, bo w przypadku tak doświadczonego i świadomego artysty trudno jeszcze wierzyć w pozę naturszczyka. Strzałem w dziesiątkę okazało się zaproszenie egzotycznych gości – ubarwiają aranżację i wprowadzają fascynującą różnorodność. Nie rujnuje to spójności, bo płyta jest opowieścią o wielobarwnym świecie. Dzieje się dużo i szybko. Apogeum Kucharczykowego recyklingu. Co dalej?
(Joanna Wojdas)


gery.pl 4.06.07

Poprzednia płyta The Complainer sprawiła mi nieco kłopotu. Ciężko ją było wybronić i generalnie była dla zboczeńców, choć zacna. Tymczasem wielką niespodziankę sprawił nam Wojciech Kucharczyk. The Complainer & The Complainers to płyta zaskakująca, olśniewająca i również dla zboczeńców (cały czas mam na myśli pozytywne rozumowanie tego słowa). Jest tu znacznie mniej surowej elektroniki, a więcej instrumentów żywych. Jest też więcej melodii, więcej przebojowości (w pozytywnym rozumowaniu tego słowa), więcej wszystkiego... przede wszystkim mnóstwo gości. I to jakich gości? Część nazwisk nic nie mówi przeciętnemu zjadaczowi chleba, ale Mikołaj Trzaska czy Mitch & Mitch są już wstanie poelektryzować co niejednego. Pojawia się także przedstawiciel młodego post-rocka - Psychocukier. Gości ze dwa tuziny i to ze wszystkich zakątków świata. Klimaty też ze wszystkich zakątków świata. Że wymienię choćby wspaniały "Animulae" o rytmie nieco sambowym, czy "Bubune" zaśpiewane w jakimś dziwnym języku. "Ioigame Compay!" możnaby z powodzeniem puszczać na imprezach tanecznych. W "Folio" pojawiają się w tle charakterystyczne zagrywki rodem z Country & Western za sprawą Bartka Magneto. Ogólnie płyta odjechana, pełna smakowitych niuansów, budząca skojarzenia z niektórymi projektami guru eksperymentów - Mike`a Pattona. REWELACJA!
(Bartek Adamiak)  5,5/6


Przekrój 24.05.07

Inspirowane młodością.
Nowy projekt Wojtka Kucharczyka to marzenie recenzenta.

W historii polskiej muzyki elektronicznej jeszcze nie było tak oryginalnego i poruszającego albumu! I nie ma w naszym kraju drugiego równie doświadczonego i pomysłowego artysty jak Wojtek Kucharczyk. Niegdyś członek awangardowego Mołr Drammaz oraz autor eksperymentalnych albumów pod szyldem retro*sex*galaxy porzucił swoje dawne przyzwyczajenia i jako The Complainer zaczął "robić w popie". Ale bez obaw, drugi album "The Complainer & The Complainers" jest osadzony w najlepszej popowej tradycji - brzmieniach Prince'a, Davida Byrne'a i Depeche Mode. Wszystko to bez prostych kalek, za to z własną wizją muzyki inspirowanej czasami młodości autora. W realizacji pomogli Kucharczykowi muzycy związani z jego wytwórnią Mik.Musik, a także członkowie Baaby i Mitch & Mitch, a wreszcie goście z całego świata, między innymi Felix Kubin. Wojtek ze swoja orkiestrą sprawnie łączy tematy klasyczne z melodiami country, folkowe solówki z bitami electro, hiszpańskie pieśni rewolucyjne z techno albo zapętla pompatyczne motywy filmowe, a każdy z utworów zamyka się w formie zwięzłej, inteligentnej piosenki.
(Jacek Skolimowski) 5/6


independent.pl 03.05.2006

Świeży i wkurzony wywiad z TC o wszystkim / fresh and annoyed interview with TC about everything. By Bogumił Paszkiewicz.
click the link


Sztuczna Inteligencja 08.05.07

Zabawny wywiad z TC o okładce/interesting interview with TC about the cover. By Sebastian Cichocki.
click the link


independent.pl 12.05.2006

Najnowsza płyta Wojtka Kucharczyka. Najlepsza. Najdojrzalsza. Najbardziej ekspresyjna, ale i najpoważniejsza. Bo prestiż form klasycznych (ach te nawiązania do Byrne'a, Prince'a, Casha) połączyć się udało z ekspresją form ekscentrycznych. Z elektro-wandalem Felixem Kubinem, abstrakcyjnym, acz królewskim rodowodem CO czy wrzaskunami z Psychocukra.
Mamy więc "I Am So Alive" bazujące na ludowej pobożności, prostej rytmice. I szeleszczących bębnach przy śpiewie rozweselającym, a przydeptanym elektroniką. Po takim deszczowym preludium Wojt3k wciąga nas w sam środek lasów tropikalnych, etnoczadu na skrzypce i akordeon. Exotic podbity basem i mocną, ciężką stopą! Ma się rozumieć!
Z kolei "It's Not A Crime" jest jeszcze bardziej organiczne, ale też ekstremalnie roztańczone, rozedrgane. Głos staje się kolejnym instrumentem, wrasta w tkankę, jak u Byrna z Eno, Animal Collective czy nowych Battles.
Genialna kolaboracja z Asi Miną i dekonstrukcyjnym 8 Rolek na "Bubune" pokazuje, jak zrobić pogo dla elit. Takie disko inferno Hieronimowi Boschowi by się spodobało! Po Asi Minie ciąg dalszy eksperymentów głosowych w 'Lovesexy Orquesta Pt 1 Or 2'. Prym wiedzie tu Bartek Weber, co to miłość i seks wygrywa bardzo jazzy. Z przytupem też, a jak! Druga część występu orkiestry ze statku miłości już nie taka miła i gładziutka. Bo cały ten wrzask, zgrzyt. No i CO na bicie! Miłość więc taka francuska, taka ala TTC, Para One. Perwersja elektroniczna i zadziorne śpiewy. Lovesexy jest jeszcze "Amor sensual": tylko na głos i półgębkiem, prawie szeptem. Kameralnie i nastrojowo. Ohy i achy! Haha!
Psychocukry się zjawiły na "!Oigame Compay!' . Na noizowo-rockowo-gitarowo. I na basowym patencie od wywracania organów wewnętrznych. Z okrzykami wzywającymi na barykady z gitarowym riffem o dużej dozie agresji. Ekstra!
"Folio" z Bartkiem Magneto to też gitary i transy, ale już bardziej spaghetti westernowe, prześmiewcze. Linia saksofonu i free-jazzowe hałasy pozwalają odczytać kompozycję jako wysmakowany dowcip, w którym nie ma miejsca na przypadek.
Nie mogło zabraknąć Felixa Kubina, co to robi "Ria!" i lśnią mu ręce. Czysta perwersja!
"& The Complainers" jest płytą genialną i grzechem będzie pisanie, o inspiracjach jej autora. To unikat, który postawić można obok "Multiply", "Life in the Bush of Ghosts", "Sung Tongs" czy "Mirrored". Zachwycająca!
(Agata Woźniczka)


Dziennik / Kultura 3.05.07

To arcydzieło, jakiego nie powstydziliby się Talking Heads.
Trudno uwierzyć, że ten album jest dziełem mieszkającego w Skoczowie Polaka Wojtka Kucharczyka, znanego też jako The Complainer.


- Postanowiłem zerwać z nadmuchaną awangardą i zająć się dawaniem ludziom mądrej przyjemności - deklaruje Kucharczyk, który 15 lat temu rozkręcał rodzimą scenę noise'u i cyberfolku. - Nie pragnę tworzyć dance'u dla gawiedzi, lecz muzykę dla wszystkich, w najlepszym tego słowa znaczeniu - prawdziwy pop, jaki tworzą Prince czy Depeche Mode.
Miłośników solówek z góry ostrzegam, że na tej płycie nie odnajdą instrumentalnego narcyzmu. Muzyka Kucharczyka zawsze była minimalistyczna i transowa, obfitowała za to w wysmakowane surrealistyczno-dadaistyczne patenty brzmieniowe. Na najnowszej płycie sążniste, choć często połamane bębnienie ("Spring") splata się z industrialnymi odjazdami ("Age 17 (Age 37)") oraz dźwiękowymi ikonami analogowej elektroniki. Choć album trzyma się formuły klasycznej piosenki, to dwie wersje "Lovesexy Orquesta" Kucharczyk oparł na głosach kilkudziesięciu przyjaciół z różnych części świata, przywolując klimat słuchowisk, jakie realizował w okresie eksperymentalnym. "Następny album zostanie nagrany z prawdziwą orkiestrą" - głosi plakat reklamujący płytę. Jako przystawkę otrzymujemy "No Rush No Hunger", oparty na samplach wyciskacz łez na miarę ścieżki dźwiękowej do "Titanica", oraz "Folio", czyli hubrydę country oraz wysmakowanej kameralistyki spod znaku Szostakowicza.
Za manifest bezprecedensowej na polskim rynku symbiozy popu oraz awangardy należy uznać album "sponsored by retro*sex*galaxy" wydany dwa lata temu przez Kucharczyka pod pseudonimem The Complainer. Był to hołd złożony utraconemu rajowi lat 80. wraz z gastronomiczną alchemią Boney M, mrocznym romantyzmem Depeche Mode oraz zadziornymi songami Talking Heads. Wszystkie te smakołyki The Complainer skąpał w pikantnym sosie inteligentnej elektroniki. Kucharczyk nie po raz pierwszy okazał się prorokiem we własnym kraju. Za transowe bębnienie zabrał się, gdy nikomu w Polsce nie śniła się jeszcze scena folkowa, a sztukę ludową utożsamiano z muzycznym kombinatem zespołu Mazowsze. Przygodę z elektroniką rozpoczął, gdy w ojczyźnie Perfectu i Budki Suflera kojarzyła się ona wyłącznie z wiejską dyskoteką. Dziś, gdy clubbingowcy i hiphopowcy proklamowali śmierć rock'n'rolla, stworzył osobistą i nowatorską wersję zaangażowanych piosenek. Czy świat pokocha popawangardzistę ze Skoczowa? Czas pokaże. Ale bez wątpienia numery z "& THE COMPLAINERS" niebawem szturmem zdobędą parkiety oraz alternatywne festiwale.
(Michał Mendyk)
maksymalna nota, 6 pkt - wybitne.


canti illuminati / radio.sitka

Pierwszą płytę Complianera, "sponsored by retro*sex*galaxy", przewrotnie rozpoczynał fragment tekstu "Never Let Me Down Again" Depeche Mode spleciony ze stanowczą deklaracją "this is not a cover". Jak powiedział tak zrobił - płyta pełna zapożyczeń i mniej lub bardziej ukrytych nawiązań do przeróżnych zjawisk muzyki popularnej na trwałe zdefiniowała czym quotadelia (tytuł utworu z pierwszej stał się synonimem stylu Complainera) jest i czym może być. Dlatego prześmiewcze country (udawane gwizdy, pierdnięcia i trzaski lassa, głos szczerbatego kowboja) podszyte rasowym electro (czyżby odpowiedź na ostatnią modę zza oceanu - hellbilly?!) otwierające album "The Complainer & The Complainers" nie powinno zdziwić amatorów stylistycznych wygibasów Wojtka Kucharczyka. Natomiast uważnego słuchacza może zastanowić co właściwie tu robi country (gdyż pierwszy raz w jego twórczości)! A że nie jest to takie proste i oczywiste country (bo rozpoczynają je perkusyjne próbki z każdego ogródka stylistycznego, przez cały utwór utrzymując niezwykłą jak na ten gatunek gęstwinę rytmiczną), to szybko dochodzimy do wniosku, że przez najbliższą godzinę oczywiste będzie jedynie nasze permanentne uczucie zaskoczenia i zadziwienia complainerową muzyką.

Z coverami czynionymi wprost Wojtek rozprawił sie ostatecznie (chciałoby się powiedzieć - jak do tej pory) myspace'ową EP-ką zapowiadającą najnowsze wydawnictwo. Zapowiadającą swoistym zaprzeczeniem, gdyż ciężko na najnowszym albumie Kucharczyka szukać wyraźnie czytelnych nawiązań. Wariacje na temat Yello, Ultravox, Duran Duran i Visage były ćwiczeniami stylistycznymi (podziękowania dla Raymonda Quenneau umieszczone na okładce płyty stają się jeszcze bardziej oczywiste) przed kolejnym etapem stawiania czoła gatunkom muzycznym, często wcześniej niespotykanym w jego twórczości. Obok wspomnianego country pojawiają punk ("oigame compay")/myspace("ria"!)/rock("lovesexy orquestra part 1"), ballady ("no rush no hunger"), r&b (nieistniejacy cover Prince'a - "lovesexy orquesta" w trzech częsciach), heavy metal ("animulae"), muzyka współczesna ("gugla"), funk i hiphop ("bubune"), disco ("it's not crime"), tropicalia (jakżeby inaczej!). Przygodny czytelnik może pomysleć, że coś tu nie gra - przecież do takiego muzycznego eklektyzmu przyznaje się większość współczesnych wykonawców i niewiele ciekawego z tego wynika! Ale Wojtek przy całym dobrodziejstwie stylistycznego inwentarza swojej najnowszej produkcji oczywiście nie uciekł od mikowych korzeni. Wszystkie jego wyprawy są raczej próbą przeniesienia pojedyńczych cech charakterystcznych danych gatunków do nowego środowiska dźwiękowego. Metoda to ponownie (jak na pierwszym Complainerze) nawiązująca do plądrofonii, przybiera tutaj jeszcze bardziej nieokreśloną postać. Możemy starać się wskazywać jedynie gatunki, bardzo rzadko motywy obecne u różnych artystów.

Celowo użyłem słowa metoda, gdyż rzeczona quotadelia już nie jest tu celem samym w sobie, a jedynie środkiem do tworzenia osobistej muzyki. Pierwszą płytą Wojtek pokrętnie odkrywał przed nami swoje czysto muzyczne fascynacje. Tutaj powoli zaczyna krystalizować własny język muzyczny i mówić więcej o sobie. Utwory zebrane na "The Complainer & The Complainers" są coraz bardziej oderwane od plądrofonicznego kontekstu, żyją własnym samodzielnym życiem i właściwie są tak dojrzałymi tworami jak dzieła artystów, na których Wojtek powołuje się w podziękowaniach dołączonych do płyty (choć oczywiście wprawny słuchacz znajdzie tutaj mnóstwo materiału do poszukiwania zapożyczeń i cytatów - chociazby riffy w "I will follow"). Na okładce pierwszego albumu Complainer nie zdecydował się wystąpić samodzielnie. Druga płyta to w pełni samodzielnie dzieło, co podkreśla okładka właśnie (zresztą chyba najbardziej odważna dotąd w katalogu całego Mik.Musik, jak nie we współczesnej muzyce polskiej w ogóle). Oczywiście Kucharczyk próbuje to przekornie zatuszować zapraszając do udziału w nagraniach swoich muzycznych przyjaciół (a jest ich sporo - Bartek Weber aka Baaba, Urkuma, Usonia, Bartek Magneto z Mitch&Mitch, Asi Mina, 8rolek, Felix Kubin, Psychocukier, Co). Jednak w większości ciężko by było poznać ich udział - oczywiście po gitarach możemy starać sie rozszyfrować chłopaków z Psychocukra (w chyba największym hicie albumu, nieodparcie przypominającym zaśpiewane przez Tito Larrive "Anarchy in the UK" w filmie "Million Dollar Hotel" Wima Wendersa - tak tak, ten od Tito & Tarantula), a po hiphopowych beatach CO. Ale wszyscy oni są ustawieni w conajmniej niecodziennych kontekstach dźwiękowych, jedynie dokładają pojedyńczy klocek do complainerowej układanki.

Przy okazji udziału gości koniecznie trzeba wspomnieć o trzyczęsciowej przeróbce prince'owego hitu - "lovesexy orquesta", w którym armia mikowych przyjaciół z całego świata (Brazylia, Taiwan, Peru, Włochy, RPA, Turcja, Rosja, Szkocja, Francja, Holandia, Niemcy, etc) wypowiada tytułowe słowa w rodzimych językach. To nie pierwsza kolektywna akcja Mik.Musik (pamietacie okładkę drugiego albumu Deuce lub karnawałową mp3 ep-kę "balls up!"?), nie pierwszy raz pokazuje, że idea orkiestry samotnych serc Sierżanta Pieprza jest ciągle aktualna. Zresztą to jedna z bardziej globalnych płyt mikowych - na okładce Kucharczyk przyjmuje "na klatę" pocisk-globus, w piosenkach często pojawiają się jezyki Ameryki Południowej (np. punkowa wariacja na temat kubańskich pieśni rewolucyjnych "oigame compay", radiowe glosy brazylijskie w "animulae" czy tekst w "bubune"), a współczesne nowe technologie znajdują wyraźny oddźwięk w tekstach i tutyłach ("ria! (myspace-rock)" i "gugla").

O osobistym charkaterze płyty świadczy także wokalny aspekt albumu. Porównując wczesne nagrania (chociażby "ja walczę walca" z 1987 roku umieszczonym na pierwszym Complainerze) słychać postęp - Kucharczyk śpiewa coraz więcej, śpiewa odważniej, śpiewa coraz więcej o sobie (!). Śpiewa całe piosenki, jak i eksperymentuje z dekonstrukcją wokalną (co akurat najmniej dziwi biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania mołrowe). Oczywiśnie trudno nie wspomnieć o brzmieniu i produkcji albumu. Z jednej strony coraz doskonalsze programy do obróbki dźwięku na domowym komputerze, z drugiej kolejne lata doświadczenia w realizacji dźwięku robią swoje. "The Complainer & The Complainers" jest chyba najbardziej selektywnie i czysto brzmiąca płytą, do tego świadome korzystanie z dobrodziejstw stereofonii (co w naszym kraju ciagle pozostaje rzadkością). Wszystko to pokazuje, że mikowa metoda DIY ciagle daje niesamowite efekty.

Mimo, że "The Complainer & The Complainers" jest płytą najbardziej zaaawansowaną muzycznie i technologicznie (pod względem produkcji) w katalogu Mik.Musik, to jednocześnie stanowi propozycję najbardziej przystępną i najbliższą muzyce pop. Kucharczyk juz nie pokazuje swojej fascynacji Prince'em, Davidem Byrne'em, Jamie Jidellem czy Caetanem Veloso. On wlaśnie nagral płytę, którą spokojnie można postawić obok najlepszych dzieł tych artystów. Z drugiej strony otrzymujemy kolejną (po "wszystko mam, tylko gdzie" Asi Miny) bardzo piekną i osobistą płytę w katalogu Mik.Musik (zamykający album "no rush no hunger", po części nawiązujący do prześmiewczego coveru Whitney Houston w wykonaniu Kevin Blechdom, a po części poważnie przypominający "Imagine" Johna Lennona, z odgłosem zamykanych drzwi na końcu najlepszym tego przykładem), pokazującą jak długą drogę Ci artyści przeszli od czysto eksperymentalnej muzyki wczesnego Mołr Drammaz. Oby tylko gusta naszych melomanów się rozwijały razem z nimi.
Gorąco polecam!
(Daniel Brożek (aka dj czarny latawiec @ radio.sitka.pl)