zapisz się na listę mailową
pomoc
english version

DEUCE - we can make it faster and better than DEUCE! (2004)

hiro

Fuck, o co chodzi? Tak mniej wiecej zareagowalem na pierwszy kontakt z muza Deuce. Post fakken industrial, elektro noise z trzaskiem wylal sie na moje Ego. W takiej anarchii topi sie Autechre, Aphex i jeszcze kilku kolesi z Warp i Rephlex. Nie jest to muzyka normalna, raczej agonalna i doskonale opisujaca nasze czasy. Szybkie, pogiete, zgiete jak wszystkie kompozycje na tym albumie. W calej tej apokalipsie jest zawarta jednak "harmonia" i piekno. Podobno doznan estetycznych mozna dostac na wysypisku smieci, wiec sluchajac tej plyty mozna sie poczuc jak w muzycznym smietniku. W tym elektronicznym bajzlu, Deuce czuje sie bardzo dobrze. Slychac to od pierwszego kawalka. Muza jest swieza, totalnie popierdolona, strawna inaczej. "My mozemy..." to kapitalna plyta. Prawdopodobnie, zeby pojawil sie na niej jakis lanserski znaczek aka Warp, to caly swiat by oniemial. Na razie oniemialem ja i mam nadzieje inni tez. Nie wiem czy plyta jest dostepna w oficjalnym obiegu, ale pewnie gdzies ja mozna kupic. Szukajcie a znajdziecie. Chaos w takiej formule jest najpiekniejszym zjawiskiem na kuli ziemskiej.
(Kraff)


SKUG 60/04

Auf mik.musik regiert der Sample-irrsinn. Deuce aka Piotrek Poloz macht es hoerbar Spass, Sounds so aufzufrisieren, dass ploetzlich Kinder-sirenenstimmen nerven ("Chi-Chi") oder ueberdreht Fernoestliches persifliert wird ("Chinese Boy Wants to Play In a reggae Band"). Der satirische Humor entpuppt sich also allein schon in den langen Werk-titeln. Wenngleich der CD auch eine Art slawische Nostalgie eigen ist, so windet sich Deuce doch mit bravouroeser Fantasie heraus und mischt Funkyness und D'n'B-Breaks mit 80ies-Synthiepop zu perfid schwungvoller Waveelectronica. Uebrigens nimmt dann noch der Albumtitel Bezug darauf, dass 130 Personnen zur CD-Coveregestaltung beitrugen und somit zumindest dafuer schneller waren als der musikalisch rasende Deuce.
(Alfred Pranzl)


andegrand.pl

Trudno podchodzić do płyty, która jest tak nieprzewidywalna, jak ceny ropy naftowej na nowojorskiej giełdzie. Tak to prawda - ta płyta jest żywa niczym pulsujące serce. I na dodatek to w sytuacji, której odbiorcami płyty mogą być zarówno przedstawiciele mniejszości religijno - kulturowych, obrońcy praw dziecka i zwierząt, fani hip hopu i hardcore'u, reprezentanci związków zawodowych elektryków, zwolennicy postmodernizmu i ich zagorzali przeciwnicy czy wreszcie obrońcy wszelkich uciśnionych. Owy album "We Can Make It Faster And Better Than Deuce!" autorstwa polskiego producenta - Deuce'a to również pole do popisu dla tych, co lubują się w atomizowaniu muzyki elektronicznej na tysiące subkategorii. Bo trzeba jedno powiedzieć szczerze - Piotr Połoz po prostu robi sobie ze wszystkich i ze wszystkiego jaja. Takim preludium tego elektronicznego kabateru ala Marcin Daniec z samplerem w ustach jest chociażby okładka tej płyty długogrającej, nad którą pracowało łącznie 130 osób. Wystarczy na nią chwilę spojrzeć i automatycznie powinień pojawić się u samego zainteresowanego (chociaż mały) uśmiech na ustach. Wracając do cyfrowej zawartości płyty to, jak mówiłem wcześniej, kipi ona humorem i ironią we wszelkiej postaci. W jednej strony parodiuje "ziomalski" hip hop ("What I Hate Most Is Hip Hop") oraz przetwarza orientalne motywy specjalnie na życzenie fanów heavy metalu ("Chinese Boy Wants To Play In Reggae Band"). Z drugiej strony ukazanie sentymentu do kultowej gry Space Invaders ("He Surely Wanted To Express His Feelings") i robotowo- automatyczno rutynowych procesów modelowań zachowań ludzkich w mega marketach ("Mass in Mall"), czyni z tej płyty twór iście multikompleksowy w rozumowaniu amaterialnym. Piotr bawi się z dźwiękiem swobodnie i z polotem. Pokazuje, że jest z niego profesor zw. dr hab. Elektryk prowadzący Zakład ds. Muzyki Elektronicznej w 8-bitowej formie. To zapewne u niego pracują Ci z Gameboyzz Orchestra Project. Album "We Can Make It Faster And Better Than Deuce!" to po prostu szumy, humor, beaty, trzaski, klaski, wrzaski, charki, ciarki oraz cieple melodyjki rodem z ZX Spectrum. Deuce pokazał po prostu, co na niego stać, bo inaczej byłby zapewne akwizytorem lub konduktorem. Płyta która należy brać z przymrużeniem oka, czyli pół żartem, pół serio, po prostu deuce'owo. Pozycja pod numerem 35 z katalogu wytwórni Mik.Musik jest więc produktem udanym. Dla mnie mieszanym produktem, gdyż szumy przejadły się u mnie. Wole coś bardziej melodyjnego. Ale dla noise'owo- merzbowo- thrillerowo- cyberpunkowych miłośników pozycja obowiązkowa. A Ty w czym możesz być lepszy i szybszy od Deuce?
(tonique)


art papier

To druga już, po debiutanckiej "Not In The Kitchen" (2001) płyta artysty sceny komputerowo-laptopowej wydana w mik.musik.! Pierwsze co w niej przyciąga, to okładka. Wygląda niczym dadaistyczna wyklejanka zapełniona mnóstwem zdjęć i rysunków osób, które robią coś lepiej, szybciej bądź częściej niż Deuce. Niektórzy myją zęby, naprawiają dach, karmią owcę, rozmawiają przez telefon, a inni po prostu się... bzykają. Rozpoczynający album utwór "Piotrek" (bo Deuce to w rzeczywistości Piotrek Połoz, chłopak z Bałut, czyli z najstarszej dzielnicy przemysłowej Łodzi) zawiera zapis głosu sprawcy całego zamieszania, kiedy jeszcze wierzył w bociany lub w to, że tata znalazł go w barze w kuflu z piwem. Później dopiero mamy do czynienia z prawdziwym muzycznym miszmaszem.

Cyfrowo-analogowe dźwięki i brzmienia, jak różne w swoim rodzaju śmieci, które przywrócone do stanu używalności łączą się w niesforne i rozbrykane puzzle ułożone w sposób wiadomy tylko dla Deuce'a, sprawiają wrażenie chaosu kontrolowanego. Chaosu i hałasu, który jest tutaj istotnym elementem. Ale Deuce na tym nie poprzestaje. Ma ambicję tworzenia melodii wyłaniających się z owego zgiełku, nasyconych w dużej mierze pierwiastkiem egzotycznym. Po trosze przypominają one muzykę z gier na Atari, czy prymitywnych w swej konstrukcji gier podłączanych do telewizora. W końcu sam Deuce przyznaje, że jest tygrysem Azji ("I am the tiger of Asia"), co może wszystko tłumaczyć.

Deuce to kpiarz i prześmiewca. Zastępuje słowo "fuck", tak często występujące w konfiguracji z "the system", wyrazem "kiss". "Mała siostro pocałuj system" ("Kiss the system"). Tym prostym zabiegiem całkowicie odwraca znaczenie hasła często spotykanego na murach miast, jednocześnie nadając mu nowe i świeże skojarzenia. Albo "What I like most is hiphop", gdzie śpiewa co lubi najbardziej, by dwa utwory dalej stwierdzić, że jednak tego nienawidzi ("What I hate most is hiphop"). Polecam również uważnie przesłuchać trzy ostatnie utwory (na płycie występują jako tracki bonusowe) i skonfrontowania ich z tytułami. Piotrek maleńkimi literami wewnątrz okładki przywraca do życia hippiesowskie hasło "Kochajcie się ludzie!", choć jak sam przyznaje największy wpływ wywarł na nim punk-rock.

Deuce to twórca z poczuciem humoru (a nie na szczęście z poczuciem misji) i z dystansem do swojej twórczości. Sam tytuł płyty tego dowodzi. No bo który artysta w tak wyraźnej formie i w tak oficjalny sposób przyzna, że ktoś robi coś lepiej niż on? Kochajmy się więc i słuchajmy "My możemy zrobić to szybciej...", bo życie ucieka, a w radiu tej płyty nie usłyszymy. A propos egzotyki. Utwór trzeci nosi tytuł "Chi-chi", co po japońsku znaczy ponoć... cycuszki.
(Planx Kleron)


Antena Krzyku 02/2004

Drugi album Deuce prezentuje artystę jako bohatera, który w stosunku do debiutu rozwinął się niepomiernie, ale też ofiarę - wciąż pozostającą pogrobowcem obcych wpływów. Wtedy pobrzmiewał echami aphexowo-rephlex'owej idm, teraz nawiązuje do nowofalowej elektroniki nowego wieku. Podchwycił - trzeba przyznać brawurowo - muzykę, która w europejskim undergroundzie dobre 2 lata temu wylansowały wytwórnie w rodzaju Chicks On Speed Records, Skipp, Diskono, Deco, Tigerbeat. Posttechnowy cyber punk, chropawy, flirtujący ze żrącym hałasem i uwodzicielksim electro pop lat 80. Podany w naiwnej i intrymnej atmosferze, ale z pazurem groteski. Na przemian banalny, opresyjny i przebojowy. Uroczy liszaj na horyzoncie "idyllotroniki" czy też Smolika. W polskich realiach pozycja świeża i błyskotliwa, może służyć jako demonstreacja, co naprawdę znaczy disco chaos. Nie zapominajmy jednak, że u nas i po swojemu, i na bieżąco zjawisko puentowali już Mały Szu i Mołr Drammaz.
(Rafał Księżyk)


Elle, sierpień 2004, 8(119)

ZAMIESZANIE
Ukute kiedyś przez wytwórnię Sissy hasło "Muzyka dla tańczących inaczej" nabiera coraz to nowych znaczeń. Deuce to muzyka bardziej do tańca niż do różańca i chodzi tu raczej o wielkomiejskie pląsy dla najbardziej wyrobionych uszu. Przyrzekam, widziałem, jak ludzie przy tym tańczą.
(Max Cegielski)


popupmagazine

Stając się odbiorcą muzyki, zestawiając często produkcje rodzime z zagranicznymi, przykrym okazuje się, jak często pozostajemy w tyle za twórcami zachodnimi.
Z tego powodu, bardzo ucieszyła mnie płyta, którą otrzymałem od Wojtka Kucharczyka, doskonałego rodzimego twórcy, a przy tym człowieka napędzającego działalność mik.musik.!., skupiającej interesujące osobistości i projekty nowobrzmieniowe w Polsce.
Dotychczasowe wydawnictwa mik.musik.!. ukazywały się w formie cd-r`ów, przybierając charakterystyczne formy estetyczne. Albumem "My Możemy Zrobić To Szybciej i Lepiej Niż DEUCE - We Can Make It faster And Better Than DEUCE!", label zrywa z dotychczasową formułą, wydając płytę o zachodnich standardach.
Odpowiednio wytłoczony krążek zapakowany jest w dopieszczony digi-pack, ubarwiony niezliczoną ilością fotografii, z której każda ironicznie udowadnia, że każdy może zrobić wszystko znacznie szybciej i lepiej niż DEUCE właśnie...
DEUCE to solowy projekt Piotra Połoza, znanego także jako DJ Djabuo, którego debiut - "Not In The Kitchen" ujrzał światło dzienne w roku 2001 nakładem mik.musik.!.
Teraz, po kilku latach, DEUCE uderza w znacznie intensywniejszej formie. Forma ta, przybiera cechy muzyki trudnej, momentami ciężkiej w odbiorze, ale stworzonej na światowym poziomie. Odnoszę wrażenie, jakoby DEUCE chciał utrzeć nosa wszystkim, ukazując rozwinięty polot producencki, charakteryzujący się bezkompromisowością i surowym - ale i racjonalnym - podejściem do materiału. Wiele na jego krążku nalotu noise`owego (chociażby w "Mass In Mall" którego nie mógłby przeoczyć sam Akita), zdeformowanych wpływów z estetyki hip-hopowej (w interesującej odpowiedzi na ważne pytania - "What I Like Most Is Hip Hop" oraz "What I Hate Most Is Hip Hop"), a także drapieżnego electro ("Chop My Fingers-We`re Drunk Again"), futurystycznego drum`n`bass, zgrzytliwych niespodzianek i rozwiązań rodem z dźwięków cyber-horrorów.
Co jeszcze bardziej interesujące, zagłębiając się w pajęczynę owych elektronicznych brzmień, dotrzeć możemy w estetykę bliską popowi - wystarczy niektóre kompozycje pozbawić hałaśliwej otoczki, a otrzymać można utwory melodyjne, do codziennego - niemalże radiowego - słuchania.
A tak, przychodzi nam spędzać czas w towarzystwie płyty, która powala swoją cybernetyczną energią, pełną emocji i kolejnych dopieszczonych pomysłów spod ręki DEUCE.
Szacunek budzi odwaga tego wydawnictwa oraz dbałość o szczegół - co widać (jeśli chodzi o cover), jak również słychać (krążek). Są oto ludzie, którym nie obce najbardziej interesujące osiągnięcia w muzyce nowego wieku.
Takich płyt w Polsce absolutnie brakuje i cieszy ona tym bardziej, a jednocześnie zmusza do wiary, że stanie się wydarzeniem również poza granicami naszego kraju.
(Tomek Doksa)


Ultramaryna

Surrealistczny patchwork meta-rzeczywistości współczesnego swiata. Wielowarstwowa electro żonglerka gatunkami podana z ogromną dawką absurdalnego humoru. Przebojowa alternatywna symfonia zaskakujących dźwięków.

Wydawnictwa mik.music to twórczość osobna. "We can make it faster and batter than Deuce" Piotra Połoza aka Deuce to przewrotny katechizm eklektoktroniki, która przypomina radosną zabawę puzzlami. Muzyką dla Deuca może być każdy dźwięk wygenerowany przez rzeczywistość, tak więc obok szumów znajdziemy tu także połamane bity, gitary, dziecięce głosy. Wszystko to precyzyjnie generuje świat szaleńczej "nowej elektroniki".

Płyta Deuce to przewodnik dla odważnych poszukiwaczy wrażeń słuchowych. Deuce zaczyna bowiem swój kolaż dźwiękowy w rejonach, które mogą wydawać się niezbyt atrakcyjne, a zapodane w estetyce postmodernistycznego żartu mienią się wielokolorową otoczką kreatywnej metody cut'n'paste.

"Możemy zrobić to szybciej i lepiej niż Deuce" jest albumem, który pomimo silnych dążeń eksperymentalnych nie wpada w totalne ekstremum hardcorowej nowej elektroniki. Lekkość temu wydawnictwu zapewnia skłonność do przewrotnej melodii i abstract hip-hopowa otoczka zaplątana w digitalny rytm pokręconego brzmienia.
(Adrian Chorębała)


Aktivist nr 59

Flippery w jakimś zapomnianym salonie gier nagle ożyły, ruszając do pokracznego tańca. Z charczących głośników zdezelowanych automatów popłynęła muzyka: Moon Patrol przekrzykuje PacMana... Deuce dał tu upust zamiłowaniu do naiwnych melodyjek z czasów, kiedy komputery kojarzyły się jeszcze głównie z beztroską zabawą. Doprawił je rubasznymi wokalizami oraz porcją synteteycznych bitów rodem z Dyskoteki Pana Jacka. Tak spreparowaną mieszankę przepuścił przez gęste sito filtrów, które nadały całości cyfrową ziarnistość, często na granicy białego szumu. Spod tej gęstej warstwy cyber-brudu wyziera jednak dźwiękowy kolaż, sklecony z iście chirurgiczną precyzją. W tym kontrolowanym szaleństwie czuć autentyczną pasję, ale i sporo ironicznego dystansu. Cyber-trash-disco XXI wieku!
(Grzegorz Paraska) 5/5


GW K-ce, 24.03.04

Milo posluchac drugiej plyty swietnie zapowiadajacego sie debiutanta.Tym milej, ze ten album przewyzsza debiut pod kazdym wzgledem.Poczynajac od okladki (na pierwszej plycie tworzyl ja kawalek zgrzebnejceraty), przez same tytuly (autoironiczne perelki w rodzaju "On zpewnoscia chcial wyrazic swoje uczucia" czy "Tylko naucz sie kleic
sample z bitem"), po muzyke.
Ta plyta zaskakuje, przede wszystkim postepem, jaki w ciagu trzech lat zrobil Deuce. Jego muzyka jest dojrzalsza, a jednoczesnie bardziej przystepna (w kilku wypadkach wrecz popowa, choc jest to pop a la aphex twin). Wciaz pelno tu zageszczonych petli rytmicznych, cyfrowych brzmieni efektow. Tym razem Deuce ubral je jednak w formy piosenkowe - niemal wszystkie utwory maja zwrotki i refreny, sa tez solowki. Mozna doszukac sie tu reggae, hip-hopu, disco, rocka, country - wszystko w komputerowych, zdigitalizowanych wersjach.
(Marcin Babko)


kindamuzik (NL)

De eerste full-colour release van het misschien wel belangrijkste experimentele label uit het nieuwe Europa dat tot nu toe vooral via CD-R's van zich liet horen. Voor deze professionaliseringsslag is dan ook precies het juiste moment gekozen, aangezien Deuce als geen ander experiment met dansbare beats weet te koppelen. Het luisteren naar dit album is alsof je je in een soort zwarte kubus bevindt. Een uitgang is niet aanwezig en je kan dan ook niets anders doen dan de verschillende geluiden over en door je heen laten gaan. Met het eerste nummer is het meteen raak: een donkere beat die zich af en toe uitrekt tot het formaat van een drone nagelt je vast om na een minuut vergezeld te worden van korte loops die uiteindelijk de basisbeat weer door elkaar husselen.
Piotrek Poloz, de man achter de naam Deuce, jaagt hier dan nog eens regelmatig zijn absurde en vervormde teksten op een speelse wijze met de juiste punk-attitude doorheen. "What I hate most is hip hop" croont hij in een elektroplaat die zonder de ontwikkelingen in de hiphop nooit had kunnen bestaan. Onafhankelijk van de muziek zijn de titels van de verschillende nummers van een eigen klasse: 'Chinese Boy Wants to Play in a Reggae Band,' 'Girls Love to Giggle,' 'He Would Rather be a Mormon,' 'Kiss the System' of 'Chop My Fingers - We're Drunk Again.' Dien ik nog iets toe te voegen of ben je al op www.sklep.terra.pl te vinden om een exemplaar voor een euro of 12 te bestellen en zo weer de hipste jongen of meid op je straatblok te zijn?
(Bas van Heur)


vital weekly 414

Many things happened since Deuce arrived on the scene, with his first release 'Not In The Kitchen' (see Vital Weekly 320): recorded this new full length, real CD release, plus touring in countries as Germany, the Netherlands and Austria. In case you don't know this Polish musician, he combines the best of overground musics like techno and hip hop with best of underground techniques. Deuce's music is distinctely lo-fi in approach, raw and energetic, almost in punk sort of approach. Sometimes this music sounds like recorded through a beatbox, but it adds a strong underground approach. Maybe even at forty-eight minutes this is a sensory overload, but it can be done. Full on force.
(FdW)


Fluid 39

Najlepsza polska płyta z kręgu nowej elektroniki na przestrzeni ostatnich miesięcy! Należałoby właściwie powiedzieć "eklektroniki", bo Piotrek Połoz już drugi raz dowodzi, że jest artystą dla którego muzyką może być każdy dźwięk wygenerowany przy mniejszej lub większej pomocy prądu. Nowy krążek od poprzedniej produkcji Deuce odróżnia w zasadzie tylko jakość brzmienia i, rzecz jasna, precyzja w sklejaniu ze sobą tych wielobarwnych mikroelementów. Poza tym jesteśmy w dalszym ciągu atakowani przez opętańcze połamane bity, roztaczające jakby dziecinną aurę odgłosy gier elektronicznych, a nawet archaiczynych flipperów, jakieś okrutnie zdeformowane piosenki, pokryte lukrem melodyjki pop i wreszcie, przeraźliwie świdrujące uszy, uderzenia komputerowego noise. Ale w tym chaosie jest metoda: nieważne, jak daleko Deuce zapuści się w rejony totalnego zgiełku, nieważne, z jak drobnych cząstek utka kompozycje, zawsze pozostaje o krok od niestrawnej dla ucha ekstremy. Przed postawieniem tego kroku bardzo skutecznie powstrzymuje go wrodzone chyba upodobanie do ładnych melodii i oczywiście... humor. Znakomite
(Wojtek Wysocki) 5/5