zapisz się na listę mailową
pomoc
english version



recenzje

inne płyty tego wykonawcy:

Lugozi - Cieszyn I Love You

Lugozi - Nowhere SP

 

Lugozi - THERE IS STRONG SHADOW WHERE THERE IS MUCH LIGHT (2012)

Debiutancka płyta pierwszego solowego projektu Łukasza Dziedzica. Powstawała na przestrzeni ostatnich miesięcy, a nawet lat. Łukasz, wcześniej znany chociażby z Paracatemol vs KSZ, od pewnego momentu swojej działalności zaczął między instrumentalami wrzucać utwory wokalne, co zawsze spotykało się z żywym przyjęciem publiczności. Po kilku takich udanych akcjach zapadła decyzja o pierwszym albumie „z piosenkami“, do tego zrealizowanym samotnie. Samotność, osobność są tutaj ważne, nie tylko w sferze słowa, ale także w warstwie przestrzennej kompozycji, gdzie autor-bohater przemierza drogę między architekturą bitów i pasm dźwięku. Potęguje to także fakt, że tematyka utworów jest bardzo osobista, wręcz intymna, Łukasz pozwala nam zaglądnąć dzięki muzyce w trudne rejony skrywanych na codzień emocji, pragnień, obaw, nie boi się mówić o pożądaniu, trudach wytrzymywania życia tu i teraz. Można powiedzieć - jest mrocznie, ale w, nomen omen, świetle tytułu wszystkie wątki nabierają dwuznaczności i ta gra powoduje, że płyty można słuchać wielokrotnie i przykładając różne konteksty otrzymywać rozmaite efekty i znaczenia.

W sensie produkcji dźwięku mamy tutaj do czynienia z elektroniką omalże czystą, nie licząc użytych jako przerywniki egzotycznych nagrań terenowych (Maroko!), wszystko powstało przy użyciu komputera i klawiszy. Ale stylistycznie rozpiętość jest szeroka - głównym posmakiem są ciemniejsze strony po-ejtisowych syntezatorów i sążniste bity konstruujące monumentalnie rozpięte budowle, nie brakuje jednak momentów zatrzymania i zupełnego lo-fi, stary znaleziony na śmietniku klawisz jest alegorią subtelnie brudnego dźwięku z tajemniczą historią, dodaje zastanawiającego ciepła. Jakieś elementy przywodzące na myśl ciekawsze wersje IDM, plądrofonii, ośmiobitowe mikrojazdy, nawet gdzieś w tle zatopione smyczki czy wokodery, post-dubowy bas - to wszystko wpływa na wielowarstwowość i bogactwo całości. Zimno, ciepło, jawnie, w ukryciu, w dzień, w nocy.

Album jest bardzo gęsty, co nie znaczy przeładowany, utwory często rozkręcają się powoli, cicho, żeby pod koniec osiągnąć szczyt i pełnię aranżacji, nie brakuje także momentów wypełnionych kolorową ciszą. 

Utwór tytułowy cały zbudowany jest z sampli głosu autora, w ogóle głos na płycie jest bardzo ważny, jest głównym nośnikiem emocji, w każdym traku jest opracowany inaczej, raz wysunięty do przodu, czasem prawie zupełnie schowany, szepcze albo krzyczy, idealnie dopasowując się do tematu. Większość melodii ma spory potencjał przebojowy, w lepszym świecie takie na przykład „Nowhere“ mogłoby być wielkim hitem, a „Cieszyn I Love You“ powinien zostać zakupiony przez miasto wymienione w tytule jako nowy hymn, co oczywiście się nigdy nie stanie, bo następujące później słowa, lekko zapożyczone od LCD Soundsystem brzmią w polskiej wersji - „…ale mnie dołujesz“…

Płyta dla poszukujących mocnych wrażeń, szczerego pozamejnstrimowego przekazu, dla fanów starej muzyki i nowej, tych co lubią Depeche Mode i Twin Shadow, The The i Efterklang, Ariela Pinka i Davida Bowiego, oraz wszystkich innych, którzy nie boją się nowych rozwiązań i czekają na to, co przyniesie przyszłość, a jednak lubią przed lustrem zagwizdać sobie miłą melodię. Na dzień dobry lub dobranoc.

Album zapakowany jest w mik-box z grubego kartonu, w środku zdjęcia i inne sekrety. Nakład nielimitowany, ale numerowany i to ręcznie.

Dostępny również jako download.

Mastering i część miksów wykonał Wojciech Kucharczyk.

data wydania 25.11.2012


tekst: Jan Mikuła


www.lugozi.pl

www.facebook.com/lugozi