zapisz się na listę mailową
pomoc
english version



ZŁAP ALBUM

recenzje

inne płyty tego wykonawcy:

THE COMPLAINER & THE COMPLAINERS - THE DARK SIDE OF THE F****** MOON _ EP

 

THE COMPLAINER & THE COMPLAINERS - POWER JOY HAPPINESS FAME! (2008)

płyta wydana jest w dwóch formatach:
LP przez Ars Cameralis Silesiae Superioris
CD przez Mystic Production
w listopadzie 2008.

_______

CO TEN ZESPÓŁ MYŚLI SOBIE?

WOJCIECH ZACZYNA:

POWER JOY HAPPINESS FAME! SIŁA RADOŚĆ SZCZĘŚCIE SŁAWA! - tytuł wpadł mi przy okazji wymyślania życzeń noworocznych na 2008. Jakoś tak to było. I (nie)przypadkowo stał się symbolicznym określeniem całego tego roku, dla mnie osobiście, ale także dla zespołu. Od pierwszego wejrzenia pokochaliśmy tez zestaw słów. Postanowiliśmy nagrać płytę, która będzie realizowała nasze życzenia, marzenia, plany. I JUŻ JEST! Po raz kolejny okazało się, że wystarczy tylko chcieć.
Complainer nagrał już trochę rzeczy wcześniej, ale dopiero ten album powstał jako prawdziwe dzieło zespołowe - każdy dał coś od siebie, włączając w to całe kompozycje i teksty, nie tylko sprawy duchowe, ulotne i metaforyczne. W wielu momentach wymyślaliśmy sprawy wspólnie, dyskutowaliśmy, badaliśmy. Korzystaliśmy z elektroniki, bo przyspiesza robotę, ale takiej ilości żywego grania nie miałem jeszcze na żadnej płycie. Zaprosiliśmy kwartet smyczkowy, co było ziszczeniem snów. I jak grają! Ziemia wibruje! Za aranżacje smyczkowe, prędzej czy później, ich autor Piotr Steczek, dostanie jakąś ważną nagrodę! Kolejni goście: Artur Rojek, Asia Ficek, Tomek Osiecki, Bartek Kujawski - każdy z nich dokłada tutaj perłę, lub kilka.

Płyta ta jest dla mnie bardzo klasyczna. Od samego początku przyświecała nam myśl o prostocie. Zastanawiałem się czym kiedyś były piosenki, czym mogą być dalej jeszcze. Jak kiedyś konstruowało się albumy, co niosły ze sobą okładki. Bez zbędnych kalkulacji i mędrkowania chciałem znaleźć coś bardzo uniwersalnego, zrozumiałego i komunikatywnego. Do słuchania i tańczenia. Żeby poprzez włożone emocje osiągnąć ponadczasowy efekt. Nie przewalić produkcji, szybko nagrać, szybko skończyć, co się da maksymalnie ograć na koncertach, nie zamęczyć. Ale nie interesowało mnie żadne retro - ta płyta powstała w 2008 i to jest słyszalne. Ale można zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że mamy 1968, i taka sytacja też daje radę (do tej próby polecam szczególnie wersję winylową! Tak, to też się udało zrealizować!).

To najprostsza "najnormalniejsza" płyta w jakiej wziąłem udział. Ale też najsilniejsza, najradośniejsza, najszczęśliwsza. I czas niedługi pokaże, czy najsławniejsza. Intuicja mnie nigdy nie myli. Jakoś tak.

Kiedyś, jak już nabiorę dystansu, to może coś jeszcze Wam o niej napiszę. Teraz niech zacznie żyć własnym życiem. Niech ludzie jej słuchają, niech mają z tego przyjemność. I już. W tym momencie niczego więcej nie potrzebuję.

ASIA KONTYNUUJE:

To nie płyta. To my i nasz dobry czas.
Spełnianie marzeń i stała determinacja aby iść dalej.
Różnymi sposobami próbujemy od lat transportować się i komunikować ze światem i światami.
Porozumieć się ze sobą samym.
Wzruszyć się. Zawalczyć. Poczuć pełnię.
Uwierzyć. Pragnąć. Cieszyć się.
Śpiewanie piosenek, to już tylko efekt tego jak żyjemy.
To kropka nad "i".
Świeczka na torcie.
Czubek na dachu.
Kolejny finał, który jest początkiem. Pięknym bo nieznanym.
"Gwiazdorstwa - brak. Bohater - tak!"

PAWEŁ ROZWIJA:

Jest tu dużo sprzeczności.
Ostatni rok był dla mnie przełomowy z wielu względów. Moje życie zmieniło się, wywróciło do góry nogami, potem przekoziołkowało jeszcze parę razy. Jeżeli chodzi o względy muzyczne to oczywiście trafiłem do Complainersów. Zwiedziliśmy razem Berlin, Moskwę, Bratysławę, Sankt Petersburg, Londyn i sporą część Polski. Z „projektu” TC&TCS przeistoczył się w prawdziwy zespół. I ten zespół nagrał teraz jak najprawdziwszą płytę.
Pisaliśmy w tym składzie po raz pierwszy i płyta siłą rzeczy powstawała w sposób niesforny, ale całość jest tworem spójnym i przemyślanym.
Nie ma tu piosenek ważniejszych i mniej ważnych. I nie chodzi tylko o to, że spełniają swoją rolę w kontekście albumu. Uważam, że każda z tych piosenek swoim mikroklimatem działa doskonale także jako zamknięta, integralna całość.
Choć uważam PJHF! za najbardziej dojrzałe dzieło muzyczne, w którym brałem udział, a może w którym wszyscy braliśmy udział, to słuchając tej płyty dochodzę do wniosku, że zawiera ona naiwny pop. Nie chodzi tu o miałkość, tylko pewną bezpośredniość przekazu, która kojarzy mi się z pierwszymi dokonaniami tego co nazwano popem. PJHF! odnosi się dla mnie w wielu momentach do Sierżanta Pieprza Beatlesów. Zarówno pod względami o których mówię wcześniej, jak i czysto formalnymi: pierwszy kawałek na płycie przedstawiający zespół, obecność smyków i sitara. To naprawdę dość niesamowita historia. Sierżant pojawiał się parę razy w różnych postaciach w trakcie robienia tej płyty, tak, że gdy po zakończeniu nagrań, w sklepie z winylami trafiłem na tę płytę, kupiłem ją sobie. Twórczość tego zespołu nigdy właściwie mnie nie inspirowała i też nie znam całego ich katalogu na pamięć. Natomiast gdy zacząłem słuchać tej płyty w kółko, stało się dla mnie jasne, że w jakiś sposób „pieprzowy” duch nad nami czuwał. Być może stało się to na poziomej społecznej nieświadomości, w końcu ta płyta jest jednym z symboli pop kultury i miliony muzyków nawiązuje lub bardzo chciałoby nawiązywać do tego albumu. Nie zamierzam oczywiście stawiać tych płyt obok siebie, ale na pewno nasza płyta stała się moim sposobem na odkrycie twórczości Lonely Hearts Club Bandu dla siebie. Oczywiście nawiązujemy do miliona innych płyt. Tych sprzed 60 lat jak i tych obecnych. Jednak płytę Beatlesów uważam za najlepsza oś tych odniesień.
Trudno mi powiedzieć, w jakim miejscu zespół będzie za rok. Widzę już teraz, że jest to inny zespół, niż ten, który nagrał tę płytę. Trochę inaczej myślimy o graniu razem, zespół z dnia na dzień rozwija się, umacnia. Pojawiają się nowe osoby. To chyba to, co najbardziej lubię w tym zespole. Dla nas nie ma granic.

MARCIN LAKONICZNIE DODAJE:

Niech będzie tak, że hm... Ustawiłem sobie ten album na półce
pomiędzy nagraniami Chopina i Grechuty; pod kilkoma względami tam
nie pasuje, ale pod jednym zasadniczym na pewno - muzyka na nim
zawarta wywołuje zadziwiająco podobne emocje.