zapisz się na listę mailową
pomoc
english version



ZŁAP ALBUM

recenzje

inne płyty tego wykonawcy:

MOŁR DRAMMAZ - Semperflorens

MOŁR DRAMMAZ & DEUCE & Laszlo Band - Amateurs, Professionals and No Refrains

MOŁR DRAMMAZ - to.je.take.co.take.to.!. (retake)

MOŁR DRAMMAZ - BOAZERIA (reissue)

MOŁR DRAMMAZ - very vs very

MOŁR DRAMMAZ - boazeria

MOŁR DRAMMAZ & neurobot - l.i.v.e.v.i.l

MOŁR DRAMMAZ - ''tu!'' {silesian familijo plądrofono}

MOŁR DRAMMAZ - Norma's food / jedzenie Normy

MOŁR DRAMMAZ - grai'n'test.hits

MOŁR DRAMMAZ - presents: to.je.take.co.take.to.!.

MOŁR DRAMMAZ - skórzana maska

MOŁR DRAMMAZ - NEUTROP

MOŁR DRAMMAZ - tehha tehha ert 2.0

 

MOŁR DRAMMAZ - ''tu!'' (reminder) (2006)

(przypomnienie/reedycja/remaster)
mik.musik.!. 2006
seria mik.klasik

premiera 22.11.06

wydawnictwo towarzyszące XV Górnośląskiemu Festiwalowi Sztuki Kameralnej Ars Cameralis Silesiae Superioris.

CD. 1000 sztuk gratis rozdanych na terenie Śląska z listopadowym numerem czasopisma "Ultramaryna".
444 sztuki w poszerzonej szacie graficznej, numerowane ręcznie. digipack. nakład limitowany. Dostępne w wybranych sklepach.

płyta dostępna także jako mp3 digital download.

_____________________________________

Mówi Asia:

Od 2000 roku przeszłość się powiększyła. Dla mnie o jedną piątą życia. A o jedną szóstą dla mojego brata Wojtka. Dużo. Ale to o czym chcieliśmy "tu!" powiedzieć jest poza czasem.
To opowieść o uczuciach. Uniwersalna, o wszystkim, o każdym, choć pochodząca z niepowtarzalnego miejsca na Ziemi.
Prosta apoteoza teraźniejszosci "tu!" i "teraz!".

Gdy byłam mała i siedziałam sobie w wannie, to ogarniała mnie i przepełniała w fizyczny sposób myśl: skąd jestem? kim jestem? czemu jestem właśnie sobą, Asią? czy to w ogóle prawda?
Stan ten powodował we mnie niepokój. Nie do końca pozytywny. Ale też ciekawość i chęć poznania przeszłości, początku tej historii, w której biorę udział.

"tu!" jest nie tyle odpowiedzią na te pytania, co wyprawą poszukiwawczą. Dotknięciem tego co nam jeszcze zostało - dzienniki dziadka Janka Anioła, wspomnienie babci Hanki i prababci Klary, myśl o mamie i tacie, i o dzieciach. Jest uściskaniem cioci Licy Waligóry, która ma chore nogi i nie może wychodzić z domu na Bykowinie. Która jest czasem zatrzymanym, jedynie trochę wychudzonym, cieniutkim, spokojnym i znikającym.
Pytającym: Co ja mam Wam dać?

Asia Bronisławska, Katowice, 26.10.2006


Mówi Wojt3k:

W 2000 roku Mołr Drammaz zostali zaproszeni przez Instytucję Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris do udziału w prezentacji kultury Śląska podczas wystawy światowej EXPO2000 w Hanowerze. Mogli wtedy po prostu tam pojechać i zagrać swoje kawałki z regularnego repertuaru. Jednak zawsze byli zachłanni na nowe, szybko padła decyzja, że trzeba wykorzystać sytuację i temat, tworząc coś ślaskiego...

... Wiadomo, jesteśmy stąd, ciągle jeszcze tu mieszkamy, czasem wkurzamy się na tą krainę, ale lubimy to co tutaj niezwykłe. Nie chcę opisywać słowem, czym te niezwykłości są, to bardzo trudne, jeśli w ogóle możliwe. Dużo było pracy.

Jak oddać muzycznie śląską atmosferę? Atmosfera w śląskim kontekście może mieć wieloznaczne skojarzenia, zanieczyszczona, jasne, ale też zawsze byłem oczarowany szczególnym rodzajem, nie bójmy się tego słowa, metafizyki, która wygląda z każdej fizycznej szczeliny, raz mocniej, raz słabiej, ale tu jest. Dźwięki nie są plażowe i lazurowe, czasem są smutne i węglowe, ale nigdy im nie brakuje życia. Czasem to brzmi jakby gołąb szlifował dziobem diament, czasem jakby zegar zaczął tykać kilka ułamków sekundy na sekundę wolniej. W dość pokaźny sposób wykorzystaliśmy nagrania pustki, ciszy, która po odpowiedniej obróbce ukazuje swoje pełne akcji wnętrze. Pamiętam, że od razu wtedy poczułem, że było to odkrywanie naszej dźwiękowej toźsamości, analiza brzmień naturalnych, które otaczały mnie od urodzenia. A na Śląsku naturą jest także przemysł. Teraz już go nie jest tak przerażająco wiele jak w dniach mojego dzieciństwa, dziś już czarny śnieg z nieba nie pada, ale właśnie muzyka otoczenia z tamtego czasu tkwi w mojej pamięci głeboko. Soniczny przeciąg, raz wilgotny i zimny, raz gorący i zapylony.
Jednak nie samą muzyką chcieliśmy o sobie i naszym regionie opowiedzieć. Zaprosiliśmy naszą ciocię Licę, wtedy 83-letnią, obecnie zbliżającą się do 90tki, najstarszą osobę w naszej rodzinie, żeby opowiedziała co pamięta z dawnych czasów, aby swoim opowiadaniem stworzyła pomost pomiędzy tam a tu, wtedy i teraz. I to był strzał w dziesiątkę. Byliśmy oczarowani jej historiami, niektóre słysząc po raz pierwszy w życiu. Uśmialiśmy się i wzruszyliśmy. Pooglądaliśmy wspólnie prastare zdjęcia z rodzinnego albumu. Ciocia śpiewała też piosenki i opowiadała wice. Co niezwykle ważne mówiła swoim powszednim językiem, prawdziwą śląską, wymierającą gwarą! Przy opowieściach była też nasza mama, która czasem coś dopowiada i puentuje. Przy okazji to bardzo kobieca płyta, bo Śląsk według mnie jest kobietą, choć niby imię wskazywałoby coś innego.

Łącząc wszystko razem, dźwięk i słowo, otrzymaliśmy coś w rodzaju dokumentu, reportażu, słuchowiska, bardzo naładowanego emocjami i pięknem, które jak się okazało są także doskonale zrozumiałe poza granicami regionu a nawet kraju. Udało się pokazać, że poznając swoja tożsamość i miejsce, w którym się żyje, poznaje się także człowieka jako takiego i dotyka prawd wspólnych dla wszystkich.

Płyta stała się jednym z najważniejszych osiągnięć Mołr Drammaz i Mik.Musik.!. I choć nie doczekała się zbyt wielu zwyczajnych recenzji w czasie swojego oryginalnego wydania, to później mówiono i pisano o niej w wielu artykułach, także opisujących całościowo śląska kulturę, nie tylko tą najmłodszą. Nic dziwnego chyba, bo poza szczególną jakością jaką udało się nam osiągnąć, jest to także pozycja wyjątkowa tak w ogóle, nie znajduję przedsięwzięć analogicznych, jeśli już to filmowe, a to jednak coś innego. Drugiej takiej płyty z pewnością nie ma.

Oryginalne wydanie na cd-r, w specjalnym kartonowym opakowaniu z ręcznie malowanym wzorkiem z wałka, wyprzedało się szybko. Cieszymy się, że po latach plyta ta zostaje wznowiona, w pięknej szacie graficznej, odświeżona technicznie, z przynależnym jej hukiem. A co bardzo sympatyczne, tak jak wtedy na słynne EXPO byliśmy przez Ars Cameralis zaproszeni, tak i teraz oni wielce pomogli, żeby to fonograficzne i kulturowe przypomnienie/reedycja ujrzało światło dzienne (nawet jeśli ciągle leciutko słońce tu węglem przysypane i widok bez to szarzeje).
Wyszliśmy naprzeciw prośbom słuchaczy i fanów o to, żeby znowu ten materiał stał się dostępny. Ale także własnej potrzebie ciągłego powtarzania o tym, że ważne rzeczy znikają, że trzeba to zauważać, ciągle walczyć o szacunek dla nich. Że my tu ciągle jesteśmy. Że to jest też ważne. Przypominać o sobie i innych sobie i innym.

Wojt3k Kucharczyk, gdzieś na Śląsku pomiędzy, 20.11.2006

www.cameralis.art.pl
www.ultramaryna.pl


wydanie oryginalne sprawdź tu